niedziela, 15 stycznia 2017

Ogród Osobisty



Moje poszukiwania własnego stylu ogrodowego trwają od kilku lat, w zasadzie odkąd zaczęłam się na dobre pasjonować ogrodnictwem.  Kręte to ścieżki, ale podążam nimi z niegasnącym entuzjazmem. Na początku tej drogi było tak, jak zapewne u wielu z Was - jeśli podobała mi się jakaś roślina to bez głębszego namysłu ją kupowałam, a potem wsadzałam "zielonym do góry" tam, gdzie akurat było miejsce. Miejsce szybko się kurczyło, więc potem był etap zdzierania trawy i wsadzanie kolejnych roślin bez ładu i składu. Miało być kolorowo i optymistycznie. Było. I początkowo mi to wystarczało.


Ta rabata zmieniała się w zasadzie co roku - na początku przebywało róż, potem ubywało.
Lato 2016r.
Wtedy zaczynały się schody, bo albo roślina "nie chciała" rosnąć, albo jakieś robale się przyplątały, albo wpadła pod kosiarkę....itd. Człowiek jednak jest istotą rozumną, przynajmniej z założenia, więc przy kolejnych zakupach już zadałam sobie trud przeczytania etykiety, a nawet przygotowania odpowiedniego stanowiska. Potem pojawiły się róże. Odkąd posadziłam pierwszą ("Nostalgia"), która bez większych zabiegów pielęgnacyjnych odwdzięczyła się bajecznym kwitnieniem, wirus "różyczki" rozprzestrzeniał się bardzo szybko - w ciągu 4 lat kolekcja róż przekroczyła 300 krzewów, w ponad 200 odmianach.

Najtrudniej będzie mi się rozstać ze sporymi okazami róż na frontowej rabacie. 
Niektóre są zbyt duże na przesadzanie...

Pokochałam róże na samym początku mojej ogrodowej przygody i ta fascynacja trwa do dziś, choć nie jest to już miłość bezwarunkowa. Ograniczyłam zapędy kolekcjonerskie i z ponad 200 odmian, w ogrodzie zostało około 100 sprawdzonych w ciągu ostatnich kilku lat. Wciąż jednak to było tylko sadzenie roślin, czasem zakładanie konkretnej rabaty, ale nie tworzenie ogrodu. Efekt cieszył tylko na chwilę, bo jednak wyobrażenie tego, co chcę osiągnąć było dalekie od tego, co widziałam za oknem. Postawiłam więc diagnozę co wymaga zmiany w moim ogrodzie i szybko doszłam do wniosku, że... prawie wszystko.

Zmiany były na każdej rabacie. Tutaj również, wyleciało sporo róż, a pojawił się m.in. kłosowiec Blue Fortune & rutewka Delawaya

Odkąd ubywało w ogrodzie róż, przybywało traw i bylin, między innymi na tej rabacie
Jeżówka 'Glowing Dream' z aminkiem, werbeną patagońską i jeczmieniem grzywiastym - takie swobodne, bylinowe nasadzenia chciałabym przenieść też do nowego ogrodu

Taka lekcja pokory najwyraźniej była mi potrzebna, ponoć uświadomienie sobie problemu to połowa sukcesu. Próby znalezienia własnego stylu w ogrodzie zaczęły przybierać realnych kształtów, a tym samym moje poczucie ogrodowej estetyki. Kształtowała się w miarę zdobywanego oświadczenia, ale też pod wpływem inspiracji czerpanych z innych ogrodów, śledzonych głównie na forach internetowych. Powoli docierało do mnie co na pewno mi się podoba, a co zdecydowanie nie i jaki charakter ma mieć mój ogród. Sięgnęłam też po rady fachowców, konsultowałam się z architektami krajobrazu, zaczęłam studiować literaturę branżową, zwiedzać inne ogrody.

Inspiracje przywiezione z podróży procentują - maczek odmiany 'Ladybird 'wypatrzyłam na Chelsea Flower Show w 2014r. Jest już na stałe w moim ogrodzie, a zebrane nasiona wysiałam już na nowej działce.

Zmieniałam, przesadzałam, co roku wdrażałam kolejne plany..w zasadzie nie było sezonu bez jakiejś rewolucji i powolutku efekt spełniał oczekiwania. Wciąż się uczę i odkrywam, ale wyklarowała się jakaś wizja tego, co chcę osiągnąć u siebie. Stworzyłam ogród, który w pewnym sensie odzwierciedla moją osobowość - trochę romantyczny, trochę rozwichrzony, nie do końca zgodny ze sztuką i jej prawidłami, ale jest mój. Przytulny, osobisty i dobrze się w nim czuję.


altana różana jest jest w ogrodzie od 4 lat, róże stworzyły już szczelne sklepienie i dodatkowe miejsce wypoczynku w ogrodzie

Jestem jednak daleka od tego, żeby uznać swój ogród za dzieło skończone, które mogę po prostu pielęgnować i podziwiać. Mam świadomość, że nie wszystko mogę poprawić, chociażby dlatego, że ogranicza mnie brak przestrzeni. Chociaż od dawna sadzę piętrowo (i nie mówię tylko o cebulowych), zaczęłam w duchu marzyć o tym, że kiedyś, będę miała przestrzeń żeby swobodnie rozwinąć skrzydła i gdzieś w nowym miejscu powstanie mój kolejny ogród. To będzie właśnie TEN. Wymarzony, noszony w duszy od dawna.

różane rabaty otulone lawendą 

róża pnąca 'White Flight'
NOWY OGRÓD
Gdy nadarzyła się okazja do kupna działki, okazało się, że ten wymarzony ogród wcale nie musi być aż tak odległy w czasie. Wprawdzie to tylko działka i plany budowy bardzo odległe, ale przecież nie muszę czekać z ogrodem do chwili, gdy zacznie się budowa i powstanie dom. Ogród może powstawać równocześnie, ba, nawet wcześniej! Tak wiem, zwyczajowo kolejność bywa odwrotna, ale uprzedzałam, że normalna to ja do końca nie jestem ;-)

Droga prowadząca na działkę, listopad 2015
Poszukiwania działki zaczęliśmy w najbliższej okolicy, ale szybko się okazało, że ceny działek pod Poznaniem są zawrotne i na większy niż obecnie metraż zwyczajnie mnie nie stać. Więc szukaliśmy dalej.. Chciałam dużej działki ze starodrzewem, w pięknej okolicy i dogodnej lokalizacji, ale bez wygranej w totka byłoby ciężko. Im dalej od Poznania, tym większe działki były w zasięgu, a że metraż był jednak podstawowym kryterium, musiałam iść na kompromis w pozostałych kwestiach. Ostatecznie stanęło na działce zlokalizowanej w okolicy Murowanej Gośliny, w otulinie Puszczy Zielonki. Okolica jest bardzo malownicza - rozległe lasy, liczne jeziora i piękne, morenowe pagórki. Rzeźba terenu i bezpośrednie sąsiedztwo lasu skłoniło nas do ostatecznego wyboru i padło na taką miejscówkę:

listopad 2015 - południowo-wschodni narożnik działki
Pagórki na horyzoncie dodają uroku, mimo iż pora roku nieprzyjazna. Listopad 2015
Od zachodu działka graniczy z lasem
morenowe wzniesienia tworzą piękną rzeźbę terenu
Mimo pochmurnego, listopadowego dnia, drzewa na horyzoncie tworzą barwny krajobraz. Ogród będzie kompozycją otwartą na ten widok

Działka ma ponad 6400 m kw., leży na lekkim wzniesieniu z widokiem na las i okoliczne pagórki. Inne atuty lokalizacji to nieliczne sąsiedztwo (ufff....) południowa wystawa na większej części terenu i względnie dobry dojazd, ale tutaj kończą się optymistyczne wieści ;-) Na działce nie ma ani jednego drzewa (buuuuuu), a ziemia jest lekko kwaśna i piaszczysta (V klasy). Ale jest nasza i w kwestii ogrodu mogę z nią zrobić absolutnie wszystko!
Pónocno-wschodni narożnik działki. Brzozy widoczne na horyzoncie będą powtórzone w projekcie 

Oczywiście są istotne ograniczenia - przede wszystkim wspomniana jakość ziemii. Piszę to jako właścicielka ogrodu na żyznym, gliniastym podłożu, którą przez kilka lat systematycznie nawoziłam kompostem i w chwili obecnej jej struktura przypomina puszysty, czekoladowy torcik. Na nowej działce po wbiciu łopaty zobaczyłam...no cóż, na pewno nie torcik. Ziemia przypomina raczej żółciutki piaseczek na plaży w Cancun, który przesypuje się między palcami niczym pył.. Jak na takiej plaży założyć wymarzony, bujny ogród? Jeszcze nie wiem, ale mocno wierzę, że to możliwe :-)
Założenie bloga zbiegło się z początkiem moich zmagań, więc będę dokumentować postępy i liczę na Wasze cenne rady, konstruktywną krytykę i zwyczajnie po ludzku, na wsparcie i kciuki.

KOMPOZYCJA
Jaki ma być ten wymarzony ogród? Przede wszystkim chciałabym, żeby był spójny. Chcę, żeby się wpisywał w otoczenie i tworzył harmonijną kompozycję z otaczającym go krajobrazem. Na pewno zadanie nie będzie łatwe, bo odpowiednie spojrzenie na ogród jako część krajobrazu i element większej całości, jest najtrudniejsze. Wydaje mi się, że dotychczas w ogrodzie popełniałam sporo błędów wynikających właśnie z niewłaściwej optyki - patrzyłam na poszczególne rośliny, na rabatę. Ale rzadko udawało mi się objąć koncepcją szerszy fragment ogrodu i wiem, że to najtrudniejsze wyzwanie.

Łatwiej mi zachować dyscyplinę kolorystyczną niż gatunkową..
Czyli po pierwsze kompozycja, po drugie dyscyplina. Titchmarsh kiedyś powiedział, że świadome ogrodnictwo zaczyna się wtedy, gdy decydujemy, czego nie posadzić. Z tym zawsze miałam problem, bo po prostu lubię rośliny i chętnie je sadzę w ogrodzie, choć już coraz rzadziej je kupuję na żywioł, raczej na konkretne miejsca, wcześniej przewidziane w ogrodzie. Owszem, zdarza mi się sporadycznie jakieś zakupowe szaleństwo, które potem skutkuje bieganiem po ogrodzie z obłędem w oczach (boshh, gdzie ja to wsadzę!?), ale coraz rzadziej. Zakupy są teraz funkcją konkretnych, zaplanowanych zmian, wynikających z poczynionych planów i przemyśleń, czyli jakiś postęp jest.
Wiedziałam, że nowy projekt to nie będzie ogród kolekcjonerski, a trzon nasadzeń będą stanowić gatunki rodzime. Długo studiowałam opisy ogrodów zakładanych na słabych glebach, gatunki polecane na takie ziemie, zalecenia fachowców, historie forumowych ogrodów zakładanych w podobnych, pionierskich warunkach etc. Cenne wydały mi się wskazówki mistrzów gatunku, jak Beth Chatto i porywająca historia jej zmagań w zakładaniu słynnego "suchego" ogrodu.

Na pewno w nowym ogrodzie będzie więcej traw. Znacznie więcej!

OTOCZENIE
Jeśli mowa o całościowym spojrzeniu na ogród to nie sposób nie wspomnieć o bezpośrednim otoczeniu. W sytuacji gdy działka jest zupełnie pusta, najważniejszym atutem lokalizacji jest krajobraz i z tego powinnam czerpać garściami. Wszak mam za płotem całe hektary i to zupełnie za darmo! Po pierwsze ściana lasu od zachodu, która będzie nie tylko chronić przed silnym zachodnim wiatrem, ale też stanowi piękne tło dla późniejszych nasadzeń. Od północy jest zabudowana działka, z niewielkim domkiem letniskowym i kilkoma iglakami przy granicy oraz dorodnym dębem od wschodu.

sąsiedztwo działki od północy - świerki i dęby
Dalej na wschód widać pola i lasy na wzgórzu, a poniżej w dolinie gospodarstwo sąsiadki. Wschodnia część działki graniczy z polem uprawnym (żyto, wysiewane corocznie) i pola ciągną się aż na południe, przecinane wzniesieniami i lasem na horyzoncie.
Wśród drzew w bezpośrednim sąsiedztwie działki zauważyłam sosny, świerki, graby, klony, modrzewie, buki i brzozy. Dużo brzóz! To cenna wskazówka odnośnie projektu.
Projekt domu został wstępnie wybrany - ma mieć prostą bryłę, klasyczny parterowy w stylu polskich dworków. Szczegóły będą dojrzewać w tym roku, bo zdecydowaliśmy się na projekt indywidualny, ale ponieważ styl, kształt i rozmiar został wybrany, uwzględniam to w projekcie.

ZIEMIA
Czego się na pewno nauczyłam z dotychczasowego ogrodu to tego, że ziemia to podstawa.
Więc zaczęłam od ziemi.
W listopadzie 2015 sfinalizowaliśmy transakcję kupna i zaczęliśmy działać. Zleciłam badania geotechniczne gruntu pod kątem posadowienia domu, a przy okazji dowiedziałam się, że działka leży w makroregionie Pojezierza Wielkopolskiego, osadzonym na glinie morenowej.  Powstałe na niej gleby należą do niskich klas bonitacyjnych - brunatnoziemów. Na większości działki jest zatem słabiutka V klasa. Na wierzchu ok. 20 cm słabo wykształconego humusu, do 2 m w zasadzie wyłącznie piaski średnioziarniste, a poniżej glina piaszczysta. Wody gruntowe zaczynają się na głębokości ok. 2,40 m. Ponieważ działka leżała odłogiem co najmniej kilka lat, w międzyczasie porosła perzem i innym zielskiem, a w ziemi (poza pędrakami i rolnicami) nie znalazłam żadnego zdrowego okazu życia. Nawet pół dżdżownicy. Nothing. Zip. Nada.


Żyzna ziemia sprzyja uprawie powojników, będzie trudno o stworzenie takich warunków na nowej działce

Nie chciałam marnować kolejnych miesięcy w oczekiwaniu na wiosnę i postanowiłam działać. Zamówiłam kilkanaście ton obornika i drugie tyle dojrzałego kompostu pieczarkowego (ze sprawdzonego źródła, na bazie końskiego obornika), a potem pole zostało przeorane i pozostawione w ostrej skibie na zimę. Wiosną działka została wyrównana i obsiana łubinem.

PLAN
Już od zimy zaczęłam pracę nad projektem. Początkowo chciałam to zadanie w całości zlecić profesjonaliście, ale z drugiej strony...kusiło mnie, żeby samej podjąć wyzwanie. Nie żebym była taka pewna siebie, że podołam, bo to mój ogród i "sama sobie urządzę". Zdaję sobie sprawę z rozmiaru przedsięwzięcia, ale przerosły mnie koszty i te kilkanaście tysięcy wolałam wydać na ziemię i rośliny. Miałam głowę pełną pomysłów i inspiracji, brakowało mi jednak koncepcji całości.  Sporo czytałam o projektowaniu, "pochłaniałam" kolejne pozycje, konsultowałam pomysły i jakoś się potoczyło. Plan, który miałam w głowie przelałam na papier, zmieniałam, modyfikowałam.
Dzięki życzliwości kilku osób, które pomogły mi "ogarnąć" wszystkie pomysły, ten projekt zyskiwał coraz bardziej realne kształty. Z pomocą programów graficznych dostosowałam skalę, rozmiar rabat, wyliczenia roślin etc. Dałam sobie rok na dopracowanie szczegółów, żeby jesienią zacząć dalsze prace.

nadmiar kolorów na dłuższą metę bywa męczący, dlatego w projekcie chciałam zachować równowagę między rabatami kwiatowymi i zielenią

PROJEKT
Ideą całego projektu jest stworzenie ogrodu spójnego z krajobrazem zachowując widok na malownicze pagórki oraz zapożyczenie bezpośredniego sąsiedztwa lasów i zagajników. Zależy mi na naturalnych, zielonych ramach wzdłuż granic ogrodu i wydzielonych strefach, zakątkach, które będą tworzyć atmosferę ogrodu. Ponieważ działka jest stosunkowo duża (w sumie są to dwie działki, każda ok. 3200 m kw.)  zdecydowałam się wydzielić dwie części w ogrodzie poprzez wprowadzenie dodatkowej rzeźby terenu, podwyższając nieco część z domem w stosunku do pozostałej działki. Odzwierciedla to naturalne różnice w terenie na działce, które chciałabym wykorzystać jako atut w projekcie. Dzięki temu też południowa część działki będzie lepiej widoczna, pozwoli na wyznaczenie stref i wykreowanie kilku wnętrz ogrodowych wzdłuż głównej osi widokowej.

Aminki i przegorzany - te rośliny bez problemu poradzą sobie na suchej glebie 

Od południa z działki widać malownicze pagórki i lasy na tym falującym terenie. Ponieważ ogród ma być kompozycją otwartą, chciałabym przedłużyć ten krajobraz na teren ogrodu i w południowo-wschodnim narożniku zaplanowałam  łagodne wzniesienie, na którym nie chcę żadnych wysokich drzew - tylko trawy i byliny. Takie założenie niejako wymusiło konsekwencję na projekcie i ten fragment ogrodu ma typowo naturalistyczny charakter. Swobodny układ trawiasto-bylinowych nasadzeń w tej części przechodzi w naturalną rabatę od strony południowej granicy działki. Na tej szerokiej rabacie, o łagodnej linii brzegowej, dominować będą rodzime gatunki drzew i krzewów iglastych osadzonych w grupach, bliżej granic terenu.



Z uwagi na naturalne obniżenie terenu w tej części działki, zaplanowałam tam spory staw - ma to być uszczelniony, naturalny zbiornik wodny z przewagą roślin (ok. 70% powierzchni) oczyszczany naturalnie, w sposób ekstensywny. Temat wymaga jeszcze szczegółowej analizy, ale z dotychczas uzyskanych informacji z teorii i od praktyków wynika, że przy odpowiednio dużym zbiorniku i odpowiednio dobranej roślinności (staw ma mieć ok. 300 m kw.) oczyszczanie naturalne i utrzymanie równowagi biologicznej wody jest możliwe. Staw ma mieć organiczny kształt, wpisujący się w kształt rabat.



Bez szkicu ciężko to zwizualizować, ale w skrócie przedstawia się tak: od południa zlokalizowany jest staw, otoczony zagajnikiem brzozowym z jednej strony (od północnego-wschodu), rabatą w stylu preriowym (od południa), naturalistyczną rabatą (od południowo –zachodniej) i sadem (zachód), złożonym nie tylko z typowych drzew owocowych, ale też ozdobnych (jabłonie rajskie, wiśnie ozdobne, świdośliwy ). Koło sadu będzie też domek gospodarczy i warzywnik.
Zagajniki w otoczeniu stawu zaplanowałam z murawą z kwitnącej łąki, w której szerokie wykoszone alejki prowadzą „rzeką” w kierunku wzniesienia w południowo-wschodnim krańcu działki. Kształt stawu jest organiczny, rabaty naturalistyczne na obrzeżach działki i zagajniki mają płynną, swobodną linię, a całość spaja łąka, z wyspami kwiatów polnych i wyższych traw przechodząca w rabaty preriowe na wzniesieniu.

widok na wschód zamyka niewielki lasek
Z uwagi na bliskość drogi od strony zachodniej, wiem, że konieczne będzie wyższe ogrodzenie, najlepiej ceglany mur, ale to plan na przyszłość. Zanim powstanie zaplanowałam tu grabowy żywopłot, podobnie od strony wschodniej, na wysokości sąsiedniej posiadłości. To w zasadzie jedyne typowo żywopłotowe nasadzenia.
W kierunku pónocno-wschodnim będzie usypane kolejne wzniesienie, analogicznie do tego na południowym krańcu działki i będące przedłużeniem takiego pagórka w bezpośrednim krajobrazie. Na horyzoncie widać brzozy na wzniesieniu i dlatego w tej części również powstanie brzozowy zagajnik. Im bliżej domu, tym więcej linii prostych i lekko formalnych nasadzeń. Dom będzie zlokalizowany w północno-wschodniej części działki, osadzony na końcu długiego podjazdu z aleją drzew.
Czy mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć jaki styl będzie miał ten ogród? Na pewno w znacznej mierze krajobrazowy, naturalny, ale z nutką angielskich inspiracji, zinterpretowaną do lokalnych warunków i otoczenia. Taki jest plan, a jak wyjdzie, to zobaczymy ;-)

Działka jest po prawej stronie

JESIEŃ
Wracając na ziemię. Wysiany wiosną łubin wykiełkował i chociaż wyścig z perzem przegrał, to jednak wyrósł i może w jakiejś mikroskali poprawił strukturę ziemii. W każdym razie gołym okiem nie było widać ani żadnej poprawy, ani tych ton obornika rozrzuconych jesienią. Przekopałam ziemię w kilku miejscach i wciąż stan dżdżownic wynosił ZERO. W sierpniu łubin został przeorany z ziemią i chociaż zdążył zawiązać nasiona, a częściowo nawet skiełkował, wrześniowa susza wyraźnie ograniczyła wzrost. We wrześniu otrzymaliśmy wreszcie zezwolenie na staw i zaczęliśmy działać dalej.
Ale to temat na kolejną opowieść :-)



45 komentarzy:

  1. Przeczytałam wszystkie wpisy i bardzo się cieszę, że przeszłaś "do rzeczy" :))). Ciekawa jestem jak zmienił się projekt od momentu, kiedy się nim podzieliłaś po raz pierwszy, pewnie przyjdzie na to czas. Bardzo przytomnie i z głową zabierasz się do tworzenia tego ogrodu, jestem pewna, że to zaprocentuje.
    No i ciekawa jestem, co jeszcze stało się w 2016, bo opowieść się urywa ;).
    Pozdrawiam i będę śledzić na bieżąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Markitka, jesteś jednym z "pionierów", zakładających ogród w podobnych warunkach, których poczynania śledziłam i żywym dowodem na to, że to możliwe :-)) Nawet nie wiesz, jakie to budujące na początki wyboistej drogi...A w kwestii konkretów, będzie więcej, bo coś już posadziłam, tak jak wspominałam. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Cóż łatwo nie będzie..potrzeba lat by spory jak na nasze warunki areał uzyźnić, najtrudniejsze dla Ciebie będzie przejście z żyznej, trzymającej wilgoć gleby na ubogie piaski. Jako rozmiłowana w różach, które nigdzie tak bajecznie nie kwitną jak w pierwszym Twoim ogrodzie musisz mocno uzbroić się w cierpliwość i wyrozumiałość przy ich uprawie w drugim, bo z róż całkowicie nie zrezygnujesz? to samo tyczy się powojników. Napomykam o tym gdyż kojarzysz się nam romantycznie, efekty oczywiście będą ale przy dużo wiekszym nakładzie pracy. Świat jednak nie kończy się na różach a areał pozwoli Ci na cudowne wykorzystanie traw, roslin sucholubnych, możesz wpisywac je do woli w otoczenie....tu pole do popisu jest szerokie wbrew pozorom.
    Sadzenie najpiękniejszych traw i towarzyszących im bylin w dużych ilościach daje efekty zapierające dech, i ta lekkość założenia, falujące łany, troche troski zanim się zadomowią, potem juz tylko podziwiać, zazdroszczę tej przygody...
    Doświadczenie jak postępować zakładając ogród masz, jestes na kolejnym etapie wtajemniczenia.....znasz wiele ogrodów na piasku, na pewno każdy pomoże w miarę swojej wiedzy, a czy znasz ogród Vivy? Kolorowy ogród na piasku? jesli nie polecam..kopalnia wiedzy i rozkosz spacerowania....EwaSierika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, dziękuję za tą refleksję. Mam skąd czerpać wzorce, np. z takich ogrodów jak Twój i Vivy, który znam i podziwiam od kilku lat.
      Dotarło już do mnie, że na różach świat się nie kończy i myślę, że pierwszą lekcję pokory z sadzenia na piaskach już zaliczyłam. A może nawet więcej niż jedną ;-) Opowiem o tym następnym razem.
      Właśnie takie rabaty, jakie opisujesz tzn.trawiasto-bylinowe będą w części krajobrazowej dominować. Nie wiem, na ile czytelna jest opisana wizja, ale na pewno tak chciałabym to zaplanować. Z róż i powojników nie zamierzam rezygnować, przykłady Twój, Vivy i Markitki dowodzą, że nawet na takiej ziemi można mieć fenomenalne ogrody, także różane, ale wiem też, że.. piasek to nie 'torcik' ;-) Poza tym, zdaję sobie sprawę, że przy takim areale muszę "wrzucić na luz" i odpuścić kontrolę, o nie dam rady. Rabaty preriowe, trawiaste to też ergonomiczne rozwiązanie, bo nie wymagają stałej opieki jak np. róże. Dzięki za wpis Ewa, pozdrawiam!

      Usuń
  3. Piękna działka i okolica a choć grunt trudny to z pewnością dasz radę choć doświadczenia glebowe masz zgoła inne. Cieszę się że otwierasz się na przestrzeń i chcesz czerpać z okolicznych widoków. Cieszę się że planujesz dużo traw i zbiornik wodny. Pomocą Ci pewnie nie będę bo moje dwa ogrody są na glinie. Ale widzę że masz skąd czerpać podpowiedzi jak walczyć na piaskach. Trzymam kciuki za powodzenia w ogrodowych wyzwaniach i z wielkim zainteresowaniem będę śledzić kolejne relacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wsparcie Pikutku. Wydaje mi się, ze w tej lokalizacji grzechem byłoby nie sięgnąć po walory otoczenia, to naturalny kierunek w projekcie. Zobaczymy tylko ile uda się z tych planów zrealizować :-) W każdym razie, muszę się jeszcze dużo nauczyć...pozdrawiam!

      Usuń
  4. Oglądałam Twój projekt wizualny. Zmienił się?
    Podziwiam Twoje podejście do ogrodnictwa. Bardzo dojrzałe. Ja nadal tkwię w swoim dziecięcym zauroczeniem ogrodem.
    Nadal chyba bardziej mi zależy na samej pracy w nim, niż na kompozycji, co nie znaczy, że nie jest to dla mnie ważne.
    Widze co roku postępy, szczególnie jeśli chodzi o strukturę ziemi, a wiesz, że mam bardzo słabą ziemię. Coroczne zasilanie jej biohumusem przynosi już rezultaty. Mam tonę dżdżownic. Ale bez nawadniania nic by z tego nie wyszło.
    Jak Ty planujesz podejść do tej kwestii.
    Jeśli chodzi o kompozycję ostatnia Twoja wizyta za skutkowała zmianami. Liczę, że jeszcze kiedyś udzielisz mi rad. Każdy powinien posłuchać innych, może nie do końca, bo to w końcu nasze ogrody i to my mamy czuć się w nich dobrze. Sama pisałaś, że Twój nowy ogród nie będzie w pełni zgodny z zasadami, będzie przede wszystkim Twój. I o to chodzi, to jest najważniejsze.
    Chociaż nie wiem, czy mimo wszystko gdzieś podświadomie nie dążymy do już wypracowanych przez innych zasad, bo dlaczego ciągle te zmiany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, projekt ewoluuje, poprawiam poszczególne fragmenty, ale opisana wyżej wizja się nie zmieniła. Założenia projektowe są wciąż takie same i myślę, ze kierunek się już ukształtował. Zmieniać pewnie będę poszczególne fragmenty na etapie realizacji, dostosować do realiów, bo nie wszystko da się przełożyć idealnie z papieru na teren. Nawadnianie to kluczowa sprawa, zwłaszcza przy tej ziemi i w pierwszych latach..dlatego wiosną planujemy wykop studni i podłączenie linii kroplujacych. Dotychczas podlewalismy z wodociągów, ale to dość kłopotliwe.
      Ciekawa jestem, co zmieniłaś w ogrodzie? Muszę zajrzeć i poczytać. Myślę, ze zmiana jest organicznie wpisana w to, co robimy i nie musi być wynikiem śledzenia trendów czy wdrażania zasad sztuki, narzuconych przez innych. Mnie zawsze napędzało własne poczucie estetyki i dopóki nie uznałam, ze efekt zmian mnie zadowala, przesadzałam dalej ;-) Poza tym bardzo lubię komentarze innych osób na temat ogrodu, nawet te krytyczne i mówię to z pełnym przekonaniem, bo wiem ze mi samej często brakuje dystansu do tego co robię w ogrodzie. Zbyt często ponoszą mnie emocje i fajnie jak ktoś zwróci uwagę na coś zupełnie nieoczywistego, co wcześniej mi samej umykało. Zwłaszcza jeśli krytyka jest konstruktywna i od serdecznych ludzi :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ja też bardzo lubię komentarze, chociaż nie zawsze ich słucham :)
      W Twoim przypadku posłuchałam. Zmiany są w sumie niewielkie, ale dla mnie istotne. Ty nawet ich nie zauważysz pewnie, ale jak napisałam uwzględniłam prawie wszystkie Twoje uwagi co do roślin na tylnej rabacie i na tej przy tarasie. Poza tym w końcu zrobiłam ścieżkę od schodków do furtki.
      Ja sobie nie wyobrażam ogrodu bez własnej studni. Miałam ją od zawsze, bo do pewnego czasu nie miałam podłączenia do wody miejskiej, ale wiosną okazało się, że pompa się zepsuła i praktycznie chyba do lipca nie podlewałam. Wodę dostawały tylko najbardziej potrzebujące rośliny, ale nie trawnik, stąd jego fatalny wygląd. Liczę w tym roku traw się jeszcze bardziej zagęści i będzie ładnym tłem dla rabat

      Usuń
  5. Czytam z zaciekawieniem Twoje projekty i przemyślenia. Nasunęła mi się jedna uwaga dotycząca wzbogacania ziemi, w której rosną chwasty i perz - dając do niej obornik czy popieczarkową karmisz tylko i wyłącznie perzowisko. Na zaperzone pole najlepszym sposobem rolnym jest gęste zasianie oziminy, np. żyta, bo tylko żyto może skutecznie zagłuszyć rosnący perz. Zdaję sobie sprawę, że moje uwagi to jest już musztarda po obiedzie, bo macie już jakieś nasadzenia i wykopki pod staw.
    Czekam niecierpliwie na dalsze opowieści...
    Majutek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Majutku,
      Zdecydowałam się na mechaniczne zwalczanie perzu, przez wielokrotną podorywkę, ale obsiewanie zielonym nawozem rownież stosowałam. W tym roku znowu będę siać - najpierw gorczycę (w marcu) a potem grykę (w czerwcu/lipcu).We wrześniu natomiast żyto, zgodnie z Twoim zaleceniem. Ta cześc działki gdzie jest staw i rabaty będzie uprawiana ręcznie, ale większość terenu można obsiać i przeorać sprzętem. Liczę, ze perz cześciowo udusi się pod warstwą ziemi, którą został przysypany po głębszej orce, a odpowiednio często przyorany będzie coraz słabszy. Tak przynajmniej w teorii ;-) Chętnie dowiem się więcej od praktyka, jeśli znasz inne, nie-chemiczne metody zwalczania. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Kasiu, sama orka nic nie da, potrzebne jest ręczne wybieranie pędów, bo inaczej dalej będą rosły. Obserwuję u siebie okoliczne pola. Tam gdzie jest perz mimo corocznej orki rośnie sobie nadal.

      Usuń
  6. Walczyłam z perzem ręcznie, na kolanach wydłubywałam z ziemi, dało to efekt zadowalający ale u mnie perz był na 1-2 arach zaledwie...Twoje działania są sensowne, perz w końcu odpuści, wielokrotnie cięty i wyciągany do wierzchu mocno osłabi się.
    Wkleję wypowiedź właściciela gospodarstwa ekologicznego
    metoda usuwania perzu z pola to męczenie: – Wykonuje się je przy pomocy brony talerzowej, talerzując pole na krzyż –
    Dzięki temu rozłogi perzu są rozdrabniane na niewielkie kawałki i zaczynają wytwarzać zielone pędy. Wtedy wykonuje się orkę średnią, a po kilku tygodniach kolejną. Te zabiegi powodują, że perz jest tak osłabiony, że najpierw wschodzi tylko gdzieniegdzie, a po kolejnej orce ginie całkowicie. Męczenie perzu jest pracochłonne, ale daje doskonałe efekty.
    EwaSierika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, dokładnie coś takiego znalazłam tutaj: http://www.odr.pl/ekologia-i-rodowisko/rolnictwo-ekologiczne/dobre-praktyki/474-perz

      Usuń
  7. Kasiek perz po każdej orce rozmnaża się bo cięte są na kawałki długie rozłogi, dlatego lepsze od orki są uprawy kultywatorem wyciągnąć rozłogi do góry, a potem bronami wywlec na brzegi pola, wysuszyć i spalić. On się nie da zdusić pod głęboką orką, może ewentualnie troszkę osłabnąć i jak nie ma konkurencji w postaci gęstego zboża to będzie hulał śmiało. Syn też chciał zrezygnować z upraw kultywatorem i bronami, ale jak zaperzył sobie pole to wrócił do starych, sprawdzonych metod. Czas na rośnięcie jakiegoś polonu lepiej przeznaczyć na uprawę kultywatorem i wyciągnięcie jak najwięcej rozłogów perzu z gleby bo on nigdy nie zgnije w ziemi tylko się odrodzi. A już na piaskach, przecież my takie właśnie gleby mamy, radzi sobie świetnie i pozbycie się go wymaga dużo uprawek mechanicznych i czasu.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyny, nawet nie wiecie jak mnie cieszy ta dyskusja! Kto wie, może to nawet materiał na artykuł - jak ekologicznie zwalczać perz i czy to wogóle możliwe? W ciągu ostatniego roku przeczytałam wszystko, co udało mi się znaleźć w necie na temat zwalczania perzu metodami mechanicznymi. Oczywiście 90% wpisów mówi o stosowaniu twardej chemii, ale jest też trochę treści dotyczących metod ekologicznych. To co pisze Ewa-Sierika jest najcześciej powtarzanym zabiegiem zalecanym w uprawie ekologicznej. Majka też ma rację mówiąc, ze cięcie na drobne kawałeczki powoduje jeszcze większy przyrost zielonej masy. Wiesia też ma sporo racji mówiąc, ze najskuteczniejsze jest wybieranie pędów. Niestety w moich warunkach - niemożliwe.
    Zdecydowałam więc, ze w miejscach gdzie powstają rabaty będę oczyszczać ręcznie ile się da, a pozostałe fragmenty wokół roślin przykrywam podwójną warstwą tektury falistej. Na tekturę wysypuję grubą ściółkę z kory (15cm) i liczę, że odcinając światło osłabię te resztki perzu na tyle, że się nie przebije. A to, co jednak wyjdzie będzie na tyle słabe, że łatwiej będzie to wyplewić. Na otwartym "polu" będę stosować płytką podorywkę od wiosny, jak tylko wyrosną resztki. W ubiegłym roku ten zabieg wykonany trzykrotnie wyraźnie go osłabił. Gesty siew gorczycy, która szybko kiełkuje też ma na celu odcięcie światła i zduszenie młodych siewek perzu..czy się uda? Nie wiem, ale muszę próbować. Czytałam tez, ze gryka wykazuje zdolności powstrzymywania perzu. Będę testować. I na zimę znowu gesty siew, tym razem żyta. U Anglików czytałam natomiast, ze przykrycie zaperzonej gleby 15cm warstwą ziemi dusi zielsko, które z czasem się rozkłada. To też testuję, w innej części działki, zobaczymy z jakim skutkiem. Będę pisać czy cokolwiek z tego wyszło czy tylko...perz ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podczas wykopków (ziemniaki), używa się kopaczkę pod ciągnik, perz, ziemniaki i kamienie wyskakują.
      Ziemniaki zbieramy u mnie na gospodarstwie ręcznie, a potem bronuje się pole i zgarnia lwią część "dziadostwa".
      tak mi się po fakcie nasunęło

      Usuń
    2. Dorotko, na wiosnę działka będzie bronowana przed wysiewem gorczycy, może coś się zbierze..

      Usuń
  9. Odnośnie wysiewu gryki - wyczytałam, że ma działanie fitosanitarne i allelopatyczne ponieważ ogranicza występowanie szkodników glebowych np. rolnic i pędraków i niektórych chwastów jak perz i komosa. Ciekawe czy ktoś to może potwierdzić? Byłby to niewątpliwy atut, poza cennym pożytkiem dla pszczół i stosowaniem jako roślina poplonowa, szczególnie na glebach o niskiej bonitacji, jak moja.

    OdpowiedzUsuń
  10. 15cm ziemi na kłączach perzu to zdecydowanie za mało. U mnie w trakcie budowy zgarnięty został humus na pryzmę z tyłu działki. Po zakończeniu budowy (a trwało to cztery lata) i rozgarnięciu pryzmy perzu tam było aż gęsto, więc nic go nie zadusiło a kłącza były długości ponad metrowej. Kartony również stosowałam w miejscach najbardziej zaperzonych i to nie cienkie faliste a grube z pudeł po meblach. Rozkładałam to trzykrotnie co sezon przysypując drewnianymi zrębkami jedyna z tego korzyść że pędy rozciągnęły się płytko i łatwiej je wyciągnąć bo z mojej ciężkiej gliny nie wychodzą tak łatwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesiu, wygląda na to, że moja batalia z perzem z góry przegrana...na ręczne wybieranie perzu z ponad pół hektarowej działki nie mam szans, więc muszę szukać rozwiązań w tej nierównej walce..będę starać się oczyszczać miejsca pod rabaty, a na reszcie gęsty wysiew i "męczenie", innych pomysłów nie mam. Czy Ty z całej działki wybierałaś ręcznie?

      Usuń
    2. Ja niestety nie przygotowałam fachowo terenu pod ogród i walkę z perzem dawno przegrałam. Usuwam ręcznie tam gdzie zbytnio kłuje w oczy. Rabatę przed domem męczyłam dobrych kilka lat i teraz już perzu nie widzę, natomiast pokazał się skrzyp i czeka mnie kolejna batalia, a ten jest jeszcze gorszy :(

      Usuń
    3. Oj, skrzyp mam u siebie i to dziadostwo zawsze mi pęka w rękach :-/ Perz z piachu przynajmniej wychodzi gładko, korzenie krótkie wystarczy podważyć widłami. Na małym terenie byłby do ogarnięcia w czasie urlopu, ale na takiej wielkiej działce to misja skazana na niepowodzenie..bo nic, będę walczyć od wiosny i relacjonować efekty ;-)

      Usuń
  11. Kasiu, z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twój wpis o Nowym Ogrodzie. On zasługuje na te duże litery, a Ty zasługujesz na największy podziw. Rozmach, profesjonalizm, kreatywność, dostosowanie ogrodu do otoczenia - tak chyba w skrócie można napisać o twoich planach. Naprawdę to, co napisałaś robi wrażenie! Zaprojektować samodzielnie taki wielki ogród to jedno, a potem 'ogarnąć' go, to druga sprawa. Czy ktoś Ci będzie pomagał? Ja mam tylko 10 arów i wiem, że to absolutnie wszystko, co jestem w stanie utrzymać, o co zadbać. Co do chwastów - jestem zwolenniczką ręcznego wyrywania i tylko w ten sposób z nimi walczę, chociaż nie ukrywam, że mam już tak gęsto na rabatach, że i chwastów coraz mniej...Pozdrawiam Cię gorąco, Kasiu i życzę zrealizowania planów. Na pewno będę na bieżąco śledziła Twoje zmagania z nowym ogrodem. Wiem jedno - na pewno będzie to ogród z pasją! Dala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalu, dziękuję za bardzo budujące słowa i wsparcie, to wiele dla mnie znaczy :*
      Nie wiem czy uda mi się samodzielnie pielęgnować ogród, ale będę starać się utrzymywać spore fragmenty swobodnego terenu, nie wymagającego stałej opieki, np. Łąka czy zagajniki. M kupi traktorek i będzie kosił, a z plewieniem chciałabym tak, jak u Ciebie ;-) Nie mam jednak złudzeń, ze pracując na pełny etat będzie mi trudno. Pomartwię się później ;-)
      Dziękuję za serdeczny wpis Dalu i pozdrawiam Cię ciepło!

      Usuń
  12. Nie mam doświadczenia z walką z perzem, ale mam epizod walki z jakąś turzycą (Gosia Margo - jest również świeżo po bitwie z tym paskudztwem) przerastająca trawnik. Próbowałam ręcznie wykopywać razem z fragmentem darni, ale rozłogi potrafią sięgać 50-60 cm w głąb ziemi, potem selektywnie smarowałam pędzelkiem poszczególne kępy turzycy, herbicydem na jednoliścienne (nie pomógł), skończyło się Roundapem i ręcznym wybieraniem rozłogów... dla pewności usunęłam też wierzchnią warstwę gleby. I mimo to jedno ognisko przetrwało.
    Może się okazać Kasiu, że mimo wszystko na rabacie, nie będziesz miała innej opcji jak pędzelek z chemią.
    Może też się okazać, że w niektórych miejscach np. w sadzie, zagajniku perz stanie się akceptowalny. JLG

    OdpowiedzUsuń
  13. Uważam, że perz w porównaniu do tej trawy, o której pisze Asia, to pikuś. Perz z łatwością wyłazi, można łatwo go zebrać. To skubaństwo rwie się, ma strasznie grube pędy, a każdy kawałeczek powoduje wyrośnięcie kolejnej grupy.
    Może faktycznie zrób jak radzi Maja.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kasiu, jak przeczytałam post to pomyślałam sobie: Co jest ? Jakbyś mi w myślach czytała ... podobne przemyślenia, rozterki, wnioski, marzenia...ciągnie nas w tym samym kierunku jeśli chodzi o styl ogrodowy :) Ze sposobami na polepszanie gleby czy zwalczanie perzu niestety nie pomogę bo nie mam doświadczenia :( Ale mocno kibicuję ! Czeka Was masa pracy ale przy takim entuzjazmie, zapale do pracy i tylu kibicujących z serca osobach nie ma opcji żeby się nie udało. I cieszę się niezmiernie, że już za "moment" (bo te kilka lat aż nowy ogród nabierze rozpędu i olśni przeleci bardzo szybko) będzie można podziwiać Twój nowy ogród :) moni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Monia, kochana jesteś :-)*
      To, że z perzem nie masz doświadczenia to raczej dobrze ha ha ha, ziemi poprawiać też nie musisz, szczęściara! Nam nadzieję, że roślinki się zadomowią mimo trudnych warunków i jakoś dotrwają do czasu gdy tam zamieszkamy ;-) Jeszcze raz dziękuję za wsparcie, buziaki!

      Usuń
  15. Przeczytałam kolejny artykuł. Bardzo mi się podobają twoje opisy tego co miałaś w ogrodzie i czego oczekujesz od swojego "nowego miejsca na ziemi". Faktycznie warunki glebowe są skrajnie różne. Niezwykle ciężko użyźnić piasek. Wiem to po swoim lesie na piasku. Tony ziemi znikają i niewiele się zmienia. To walka na lata. Ja dodatkowo podlewam biohumusem. Ale taki zabieg można przeprowadzić tylko na niewielkich obszarach, tam gdzie będzie ci zależało na lepszej strukturze ziemi. I to też daje efekty po kilku sezonach.
    Odnośnie perzu tu mam niezbyt dobre wieści. U mnie przysypany 50 cm ziemi, zaczął wychodzić na powierzchnię już w drugim sezonie. Ciągle mozolnie wyrywam ręcznie. Im częściej tym bardziej osłabiony i powoli zanika. Ale bardzo powoli. Niemniej trzymam kciuki. Podobno nawet z trawnika można usunąć perz właśnie przez częste koszenie przynajmniej dwa razy w tygodniu. Więc twoje założenia i planowane działania mogą się udać.
    Żal tych wszystkich pięknych róż które zostawisz w obecnym ogrodzie. Ale widzę że twój gust rozwinął się trochę w innym kierunku, bardziej naturalistycznych nasadzeń. Nie wiem czy to wymóg warunków na działce czy zmęczenie kolorami.
    Kasiek daj czadu, to ogromne wyzwanie ale podchodzisz do niego tak profesjonalnie że z pewnością się uda.
    April

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. April, dziękuję za tą refleksję, szczególnie cenne są dla mnie uwagi z Twoich własnych doświadczeń. Wiem, ze ten piach to złe wieści...ale Ty wiesz coś o tym, prawda? Skoro można mieć takie piękne róże w leśnym ogrodzie na piachu to nie ma rzeczy niemożliwych ;-)
      Zdaję sobie sprawę, ze ta ziemia, ta działka i ten "kiedyś będę" ogród to wyzwania na lata. Patykiem nie zawrócę rzeki, a 10 tonami ziemi nie zmienię płazy w żyzny czarnoziem...ale tak, jak piszesz - fragmenty, kawałek po kawałeczku, będę powoli poprawiać. Juz jesienią miałam próbkę tego, jak mozolna czeka mnie praca. Ale..nie spieszy mi się ;-) mam ogród, gdzie mogę się 'wyżyć', a tam będę realizować plany etapowo. Z tym perzem to mnie zmartwiłam...przez pół metra się przebija?? Dżizas...co za paskudztwo :-/ wszystkie rabaty oczyszczałaś ręcznie?
      Jeśli chodzi styl, to faktycznie dryfuję w kierunku ogrodów naturalistycznych...ale róż nie zabraknie, słowo! Trochę to zmęczenie kolorami, o których piszesz, a trochę myślenie o ogrodzie jak o całości - 8 razy większy będzie trochę trudniej pielęgnować ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
  16. Kasiu, niestety wszystkie rabaty oczyszczałam ręcznie. Zero chemii wspomagającej. Ciągle coś wyłazi ale z czasem jest tego mniej. Ale ja mam tylko 3 tys metrów, a do tego część jest zostawiona naturalnego lasu. No i rozległy parterowy dom. Na ogród zostaje więc mniej. Nigdy nie liczyłam. Aż mnie to zaciekawiło, chyba pomierzę:)
    Jednym słowem zorganizowałaś sobie hobby na najbliższe dziesięciolecia...
    Trzymam cię za słowo z tymi różami. Nie może ich absolutnie zabraknąć.
    pozdrawiam April

    OdpowiedzUsuń
  17. "Wydłubywanie perzu" - Hobby na dziesięciolecia :-) dzięki kochany Rudzielcu, już mi lepiej ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Ksiażę Karol też bronował.... .:) Jakże miło się czyta. Pszcz.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kasiu, ale rozmach..! Pasjonująca lektura. Hobby na dziesięciolecia, a dla nas, czytelników, ile frajdy..!
    Jak Ci zazdroszczę tej wiedzy,że ziemia przede wszystkim... Twoje działania na pewno przyniosą efekty, ile będziesz miała pracy mniej potem... Może nie walcz na razie o całość, a skup się na miejscach, gdzie powstaną pierwsze rabaty? No i, oczywiście, na sadzeniu drzew.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamaryszka drogi, dziękuję za takie ciepłe słowa, bardzo mi miło. To, że mogę podjąć to wyzwanie i dzielić się z Wami porażkami i sukcesami (oby!) od samego początku to dla mnie dodatkowa radość. Na tym etapie działam segmentami - kawałek po kawałku, odbieram ziemię perzowisku ;-) Oby zapału i sił wystarczyło...dzięki za wsparcie! To wiele dla mnie znaczy :-)*

      Usuń
  20. Robaczku! Na wstępie napiszę, że jestem ogromną miłośniczką Twojego ogrodu. Znalazłam się w nim całkiem przypadkiem zimą zeszłego roku i przyznam z ręką na sercu, że przewertowałam wszystkie zdjęcia Twojego ogrodu na forum OAZA. Można śmiało rzec, że znam Twój ogród na pamięć:) Dzięki Tobie na moich rabatach rosną jarzmianki i zawilce! Kolejny przypadek sprawił, że natknęłam się na Twojego bloga i od wczoraj zaczytuję się w kolejnych postach! Niezmiernie się cieszę! Życzę powodzenia w realizacji planów oraz dużo wytrwałości i sił przy tworzeniu na ziemi własnego kawałka nieba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, witaj! Sprawiłaś mi wielką frajdę tym wpisem, dziękuję! Cieszę się, ze poznałam kolejnego gościa mojego ogrodu i dziękuję, ze zdecydowałaś się napisać. Bardzo mi miło, ze jakieś zestawienia roślin u mnie Cię zainspirowały, jarzmianki uprawiam dopiero od 3 lat a uwielbiam je bezgranicznie...szkoda, ze na piasku słabo sobie radzą, ale tak łatwo z nich nie zrezygnuję w nowym ogrodzie ;-) Dziękuję za słowa otuchy, zachęty i dobre życzenia :-) takich słów wsparcia nigdy za wiele! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  21. Witaj Robaczku, o jak się cieszę, że znalazłam ponownie Twój cudny ogród... Pamiętam jak na forum zachwycałam się Twoimi cudnymi zdjęciami i ukwieconymi rabatkami... idę pospacerować.
    Pozdrawiam Jola.
    Zapraszam również do mnie... grzebyczkowy świat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Jolu! Jak fajnie, że jesteś! Ja też się cieszę, że wciąż będę mogła śledzić Twój piękny ogród w blogowej odsłonie. " Codziennie po godzince"- doskonale pamiętam to motto! Z tego co widzę na blogu, talentów i zajęć Ci tylko przybywa, gratuluję! Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  22. Cześć Kasiu :D
    Stęskniłam się za Twoim ogrodem.
    To jeden z najbardziej dopracowanych, spójnych i pięknych ogrodów jakie spotkałam na swojej drodze. Dlatego z niecierpliwością czekam na koleje dzieło w Twoim wykonaniu.
    Ściskam kciuki i mocno kibicuję.
    Pozdrawiam Dana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Danusiu! Dziękuję, że jesteś!. I ja tęsknię za naszymi rozmowami w sieci i spacerami po ogrodach...ciekawa jestem jak urządziłaś się w swoim nowym miejscu..można gdzieś poczytać co u Ciebie? Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  23. Witaj Kasiu :) bardzo cieszę się że trafiłam w końcu na Twojego bloga. Wiesz że jestem pod wielkim wrażeniem Twojego pięknego ogrodu w Poznaniu, który miałam okazję oglądać :)) Zmiany i plany które czytam przed Tobą i M.... wymagają wiele czasu, wiedzy i poświęcenia ale wiem że sprawiają Ci również wiele radości więc tym bardziej trzymam kciuki by spełniły się wszystkie marzenia. Pozdrawiam bardzo serdecznie Isia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Isiu! Bardzo się cieszę, że jesteś! Plany na nową działkę są długofalowe więc dojrzewamy razem z nimi i pewnie jeszcze niejedno się zmieni po drodze ;-) Dzięki za wsparcie, na pewno się przyda! Buziaki

      Usuń

Copyright © 2016 Ogródek Robaczka , Blogger