poniedziałek, 9 stycznia 2017

Prowansja - cz. III

Do Aix-en-Provence, domu Cezanne'a (jego ogród przy atelier opisywałam tutaj), pojechaliśmy w drodze na Lazurowe Wybrzeże z planami na kilkugodzinny pobyt, a zauroczeni okolicą zostaliśmy na 2 dni. Zamieszkaliśmy w pobliżu Aix, w małym miasteczku St-Maximin-le-Sainte-Baume, w XII-wiecznej gotyckiej budowli z przepięknym dziedzińcem i nieprawdopodobnym, wręcz mistycznym klimatem.
To dawny klasztor, przyklejony jedną stroną do bazyliki, z idealnie zachowanymi (odrestaurowanymi?) krużgankami, sklepieniami z kamienia i sakralnymi witrażami w oknach.



St-Maximin-le-Sainte-Baume
Na dziedzińcu, oddzielającym to miejsce od hałaśliwej ulicy grubym murem, słychać jedynie gruchające gołębie i dobiegające z sąsiedztwa przytlumione dźwięki organów w bazylice.





                                                      stare mury klasztoru obsadzone glicyniami


Będąc w tej okolicy, wybraliśmy się też śladami Cezanne'a w okolice Góry Świętej Wiktorii, którą wielokrotnie malował, a potem drogą do Tholonet (pamiętacie tytuł książki Monty'ego?😉)...Po drodze wypatrzyliśmy skład z ceramiką u producenta (Potterie Soleo) i nie omieszkałam wybrać sobie jakieś nadtłuczone skorupy po niższych cenach 😄 

Aix-en-Provence zwane miastem tysiąca fontann (w rzeczywistości jest ich ok. 150, ale faktycznie miałam nieodparte wrażenie, że woda tryska z każdego zakątka w mieście) to jedno z większych miast jakie odwiedziliśmy.

Aix en Provence
Fontanna de la Rotonde dei Quattro Delfini na rondzie w centrum Aix-en-Provence




Aix-en Provence to miasto tętniące życiem, ale nie przytłacza. Z przyjemnością błąkaliśmy się po ciasnych uliczkach, podziwiając piękne kamieniczki czy uroczych skwerach z potężnymi platanami znanymi z płócien Cezanne'a. Widać jak lokalne władze dbają  o estetykę przestrzeni publicznej -  na jednym z rond zauważyłam zieloną ścianę, a potem doczytałam, że ta interesująca instalacja to wertykalny ogród autorstwa Patricka Blanc'a.

Ogród wertykalny P. Blanca w Aix
element instalacji w zbliżeniu
Z drugiej strony ściany tej estakady jest wodospad. Tak, wodospad!
Niestety, nie zdążyłam go obfocić, bo zdjęcia robiłam z auta jak wyjeżdżaliśmy już na autostradę do Arles, miasta van Gogha. Dojechaliśmy tam wieczorem, więc zdjęć brak, ale miasto bardzo ładne i warte dłuższego pobytu, na który nie mieliśmy już niestety czasu. Na obiad wybraliśmy się do restauracji La Telline (też z książki Monty Dona 😉), wydaliśmy zdecydowanie za dużo (ach te ślimaki morskie!) i ...ruszyliśmy do Cassis, na Lazurowe Wybrzeże. 
Wtedy to wydawało się doskonałym pomysłem - weekend nad morzem, hurrrraaa!! - ale zdaje się, że na ten sam pomysł wpadło w tym samym czasie jakieś 50 tysięcy Francuzów, bo korki były niemiłosiernie, parkingi pełne, a osławione nadmorskie kurorty i plaże tak zatłoczone, ze wyjechaliśmy jeszcze szybciej niż wyjechaliśmy. Miejscowość jednak bardzo sympatyczna i zielona,  a jakże!

Cassis

Cassis
Nasza wyprawa miała miejsce we wrześniu 2014, więc od publikacji książki "Francuskie Ogrody Monty Dona" minął ponad rok i być może stąd problemy z wejściem do niektórych ogrodów, gdzie np.  zmienił się właściciel i nie udostępnia go zwiedzającym, inne są czynne tylko kilka dni w roku. Warto przed wyjazdem przejrzeć strony biur informacji turystycznej w okolicy i podpytać o aktualne dni otwarcia w ogrodach.  Znajomość francuskiego na pewno też pomaga.

Moja opowieść o Prowansji kończy się tutaj, na Lazurowym Wybrzeżu. Choć nie udało się zwiedzić wszystkich zaplanowanych miejsc, o których czytałam, to wyjazd był bardzo udany i polecam wszystkim miłośnikom ogrodów. W kolejnej relacji zaproszę Was na północ Francji,  do ogrodu Claude Monneta w Giverny, który zwiedziłam w 2016r.  Do napisania!

1 komentarz:

Copyright © 2016 Ogródek Robaczka , Blogger