niedziela, 8 stycznia 2017

Prowansja cz. I

Prowansja to przepiękny i różnorodny region, pełen klimatycznych miasteczek, cudownych krajobrazów i serdecznych ludzi. Do podróży zainspirowała nas produkcja telewizyjna "Francuskie ogrody Monty Dona", a potem książka, która powstała jako pamiętnik z tej podróży "Road to Tholonet. A French Garden Journey". Postanowiliśmy ruszyć śladami Monty'ego na południe Francji i zobaczyć kilka ogrodów opisanych w książce i pokazanych w programie.


Drogowskaz na Tholonet

Ale…plany - planami, a rzeczywistość swoje..
Większość pokazanych w programie ogrodów to prywatne rezydencje z ograniczonym dostępem dla zwiedzających. Pomimo tego, że doczytaliśmy w necie, co i jak w kwestii logistyki podróży, na miejscu okazało się, ze większość ogrodów jest niedostępna dla publiki. Strony internetowe tych ogrodów (niemal wyłącznie po francusku) zawierały nieaktualne dane odnośnie otwarcia i dostępności, a w niektórych po prostu zmienili się właściciele posiadłości i zamknęli ogrody wyłącznie na własny użytek. Inne były otwarte tylko kilka dni w roku i to po wcześniej telefonicznej rezerwacji. 
Ale...nie po to jechałam przez całą Europę żeby tak łatwo się poddać i coś tam udało się zobaczyć, a przede wszystkim zwiedzić region i posmakować smaków i smaczków Prowansji, z lawendowymi lodami na czele!





Pierwsze dni spędziliśmy w okolicach St. Remy de Provence, urokliwego miasteczka w zachodniej Prowansji. Nocowaliśmy w pięknej wilii z 2-hektarowym ogrodem, położonej na uboczu (tak na uboczu, że szukaliśmy jej ponad godzinę, najpierw sami, a potem z pomocą życzliwych miejscowych.. aż wreszcie udało się namierzyć właściciela, który po nas przyjechał) gdzie serwowano śniadania na otwartym tarasie, otoczonym gajem oliwnym. 


Nasz pokoik na uboczu, tuż przy wejściu do ogrodu kuchennego
Strzeliste cyprysy, lawendowe obwódki i gigantyczne oleandry
Śniadania wspominam szczególnie miło - ze względu na przesympatyczne towarzystwo właścicieli, pyszności na stole i wyjątkowo urokliwe okoliczności przyrody. Cudowny, niepowtarzalny klimat. Zapamiętam zwłaszcza smak kawy z dodatkiem miodu, podawanej w misce, czyli w ilości na miarę moich porannych potrzeb 😉


Bonnieux
W trakcie pobytu w St. Remy planowałam wypad do La Louve - prywatnego ogrodu tarasowego na zboczach miasteczka Bonnieux. Niestety, mimo zachęcających informacji na stronach internetowych, podanych godzinach otwarcia (ba, nawet cenach biletów) okazało się, że ogród jest zamknięty dla zwiedzających, a nowy właściciel nie umieścił nawet tabliczki informującej zbłąkanych turystów o zmianie zasad. Na bramie wisiała kłódka, ale udało mi się zerknąć przez ogrodzenie.... 

La Louve
La Louve powstał w 1986r. i został zaprojektowany przez projektantkę tkanin, Nicole de Vésian, zatrudnioną przez paryski dom mody Hermés. Ogród położony jest na stromej skarpie, dlatego został podzielony na tarasy, jest ich w sumie trzy i każdy z nieco innym charakterem. Dominują precyzyjnie strzyżone formy ciętych roślin, od masywnych brył cisów po krzewinki lawendy przycięte w idealne kopułki. Roślinność jest rozplanowana kaskadowo, jakby spływała w dół stromego zbocza. Do umocnienia skarp i wykonania tarasów wykorzystano lokalny kamień. Nawet przy bramie czuć było unoszący się nad rozgrzanym słońcem kamiennym tarasem zapach rozmarynu... 


kamienna ławka z bloczków i płyty - prostota i elegancja w jednym

wejście na taras w cieniu roślin
La Louve
Ze względu na to, że wypadło nam po drodze z grafiku kilka ogrodów (też zamknięte 😞 ) wybraliśmy się na dodatkową wycieczkę  po okolicy, w Bonnieux zjedliśmy lawendowe lody, a potem pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka Lourmarin z pięknym zamkiem i klimatycznymi zakątkami. 

Bonnieux
zamek w Cucuron
La Lourmarin

Niewątpliwą zaletą Prowansji jest to, że nie trzeba się jakoś szczególnie starać żeby znaleźć urokliwe miejsca do zwiedzania. W zasadzie każde miasteczko, do którego przyjechaliśmy miało typowe dla tego regionu wąskie, kamienne uliczki i dekoracyjne portale gęsto obrośnięte roślinnością. Zachwyciły mnie gęsto obsadzone balkony, choćby te najmniejsze, czy glicynie wyrastające niemal z kamienia. Nawet jeśli przed kamieniczką nie było nawet skrawka ziemii, stawiano przed drzwiami gliniane donice, albo dekorowano nim schody.


Oazy zieleni w krużgankach kamienic

Kolejnego dnia po śniadaniu wybraliśmy się na targ do Eygalieres, który odbywa się codziennie w innym miasteczku, a gdzie można kupić regionalne przysmaki, wyroby rzemieślników i inne różności. Kupiłam lawendowy miód, miejscową oliwę i różową sól z Alp z ziołami prowansalskimi, o tutaj:



W Cucuron mieliśmy zobaczyć ogród Le Pavillon de Gallon, ale również okazał się nieczynny (wbrew informacji uzyskanej w biurze turystycznym, ehh..) więc pojechaliśmy dalej, do Lauris, gdzie na wzniesieniu stoi XVIII wieczny zamek z niewielkim ogrodem.



Wyczytałam, że uzyskał odznaczenie "Jardin Remarkable" (Wyjątkowy Ogród) co jest francuską miarą jakości ogrodów, nadawaną ogrodom prywatnym i publicznym przez ministerstwo kultury (La Louve też takowe posiada). Na zamkowym dziedzińcu znajdował się określany jako "Biały Ogród", choć o tej porze roku dominowały trawy i niektóre byliny, ale latem rośnie tam też kilkadziesiąt białych róż.


Bardzo spodobały mi się trawki przypominające rozplenice japońskie o ślicznych, białych kotkach. Nie znalazłam tabliczki, ale wydaje mi się, że to dmuszek jajowaty (lagurus ovatus), który z powodzeniem można wysiewać wprost do gruntu. Siany w kwietniu zakwita w tym samy roku, niestety u nas to trawka krótkowieczna. 
Lagurus Ovatus czyli dmuszek jajowaty to w naszym klimacie trawka jednoroczna

ekrany ze strzyżonych lip
Poniżej Białego Ogrodu znajdował się Ogród Kolorów, podzielony na sekcje zgodnie z główną kolorystyką nasadzeń. Późnym latem kolorów był już niewiele, ale jedna roślina przykuła uwagę - "rajski ptak":



Cały region Prowansji mnie zachwycił, nie tylko ze względu na inspirujące ogrody - niemal każda odwiedzana miejscowość zachęcała do dalszego odkrywania, niespiesznych spacerów po ciasnych uliczkach, delektowania się lokalnymi przysmakami. Lody lawendowe w  przytulnej kafejce w Bonnieux wspominam do dziś! Z Cucuron udaliśmy się dalej na południe, po drodze zwiedzając winnice i podziwiając gaje oliwne wzdłuż trasy. Następnie dotarliśmy do winnicy  i ogrodu w Val Joanis, o którym piszę tutaj. 


gaj oliwny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Ogródek Robaczka , Blogger