poniedziałek, 13 lutego 2017

De Luie Tuinen czyli ..Leniwy Ogród Rozmaitości


Dzisiaj zapraszam do ogrodu, do którego trafiliśmy zupełnie przypadkiem. Podążając bocznymi drogami w okolicach Hoogeween odkryliśmy nietuzinkowy przydomowy ogród, złożony z 25 mniejszych ogrodów tematycznych, każdy niepowtarzalny, z przemyślanym motywem przewodnim. Takie niespodzianki to największy atut spontanicznych podróży, gdzie sama jestem sobie kierownikiem wycieczki i palcem po mapie wybieram trasę. To lubię!


Wyjechaliśmy z hotelu rano na zwiedzanie okolicy i szukaliśmy jakiegoś przytulnego miejsca na śniadanie. Jadąc bocznymi drogami zauważyliśmy drewniany kierunkowskaz, który podpowiadał, że ubita ścieżka w lesie prowadzi do jakiegoś tajemniczego "tuinen" ("ogród'). To był mój trzeci dzień podróży po Holandii i najważniejsze dla mnie słowo w tym języku zdążyłam już opanować :-) Pomyślałam sobie, że jak jest ogród, to śniadanie może poczekać i skręciliśmy. Na miejscu okazało się, że przed wejściem do ogrodu, jest przytulna kafejka, więc pojawiła się opcja na śniadanie w pakiecie z ogrodem. Czego chcieć więcej! M zadowolony (bo śniadanie), ja jeszcze bardziej (bo ogród).
Powitała nas sympatyczna właścicielka, która zaproponowała na śniadanie domowe tosty, pyszną kawę latte i szarlotkę, którą właśnie wyjęła z pieca. Rozsiedliśmy się na tarasie, skąd widać było łany kosmosów zachęcające do wejścia do ogrodu. Był ciepły, wrześniowy dzień, po porannym deszczu krople wody połyskiwały w słońcu, w oddali słychać było ptaki, a ogród zapraszał do wejścia i czekał tylko na nas - byliśmy jedynymi gośćmi.
Mimo, że poźne lato nie oferuje aż tak kolorowych, soczystych roślinnych spektakli jakie podziwiamy w czerwcu, ogród tryskał energią, jakie mają tylko ogrody przydomowe. Czuć w nim duszę właścicieli, ich ciężką prace i wysiłek wkładany każdego dnia. "Chemia" z tym ogrodem zagrała od razu! 

Oryginalna dekoracja ogrodowa, urządzenie do pomiaru wody opadowej. Po nocnym deszczu było pełne
dalie różnych odmian na rabatach kwietnych okalały wejście do ogrodu
jednoroczne kwiaty w soczystych oranżach zdobiły wejście do "Ogrodu Słońca"
Taras kafejki otaczały dalie, cynie i słoneczniki, a każdy kolejny zakręt ścieżki oferował kolejne atrakcje. Spacerowaliśmy wyznaczoną ścieżką, która prowadziła nas do kolejnych pokoi tego ogrodu. W "Ogrodzie Słońca", otoczonym murem, prym wiodły rudbekie, dzielżany i słoneczniki, a w centralnej części na kamiennym, kulistym placyku stał zegar słoneczny. 


Kolejne ogrodowe wnętrze, do którego poprowadziły nas oznaczenia to "Ogród Miłośnika Książek" (w wolnym tłumaczeniu z holenderskiego ;-)). Wejście do tego ogrodu prowadziło przez niewielką altankę z ławeczką i półkami pełnymi książek w środku. Ogrodniczych, rzecz jasna!

ciekawe wykorzystanie perspektywy - błękitna ławeczka zamyka oś widokową
świątynia ogrodnika, z czytelnią w środku!
Centralnym punktem tego ogrodowego wnętrza była formalna sadzawka z liliami wodnymi, w kształcie podłużnego prostokąta otoczonego "ścianami" z grabowego żywopłotu. Wokół sadzawki rosły budleje, hortensje 'Annabelle' , świecznice i hosty.
wokół sadzawki posadzono również drzewa wiśni japońskich
widok z wnętrza czytelni
Do kolejnego fragmentu ogrodu przechodziliśmy tunelem z glicynii - wyobrażałam sobie jaki to musi być widok w maju...ach!
tunel porośnięty glicynią
Wychodząc z tunelu trafiliśmy na skraj łąki, która otwierała się otaczające ogród pola. Zupełnie jakbyśmy przenieśli się w inne miejsce. Na rabatach o wyraźnych konturach królowały swobodne polne kwiaty, przeplatane trawiastymi ścieżkami, które prowadziły do kolejnej, leśnej części ogrodu.
na wrześniowych rabatach królowały astry i jeżówki

Klimat łąkowej polany na skraju lasu, niepostrzeżenie przerodził się w leśny zagajnik z bujnie rosnącymi hostami i paprociami w poszyciu.

Podążając tą drogą doszliśmy do leśnego "audytorium" otoczonego bukami. Niezwykłe wrażenie, przez chwilę poczułam jakbym była Alicją w Krainie Czarów!
Ciekawe czy na tych ławkach przesiadują leśne skrzaty nocą?
Idąc śladami kolejnych drogowskazów, z błogiej oazy zieleni doszliśmy do "Tęczowego Ogrodu", w którym dzielżany, intensywnie różowe rdesty przeplatały się z ognistymi nasturcjami i werbeną patagońską. Dominowały ciepłe, słoneczne barwy, ale nie brakowało głębokich fioletów i mocnych wizualnych kontrastów. Bardzo energetyczy ogród!

na soldinych podporach wspinały się cukinie!
kocimiętki rozpływały się z rabat na ścieżkę 
Nad ławeczką łuk z milinem amerykańskim. Świetna podpora na to silne pnącze, wygląda też na łatwą do wykonania..
 Z tęczowego ogrodu przeszliśmy do kolejnej części, wydzielonej ekranami z cisa. Znowu radykalna zmiana klimatu, bo z rabat w stylu angielskich ogródków wiejskich weszliśmy do formalnego korytarza zimozielonych figur. Widać, ile pracy właściciele wkładają w utrzymanie tych zakątków, bukszpany były idealnie przycięte, podobnie jak trawniki. W całym ogrodzie żywopłoty ciągną się kilometrami, ponieważ każde wnętrze jest wydzielone ekranami z cisa, albo grabu.

Bukszpanowe formy wyglądały jak gigantyczne dżdżownice!

Niestety widać było ślady zarazy bukszpanu, która oszpeciła już część z krzewów
Z bukszpanowego korytarza przechodzi się do różanego ogrodu, z ogromną kutą altaną na środku, którą porastają imponujące białe ramblery odmiany Bobbie James. W poszyciu kępy bodziszków. Uroczy salonik różany, prawda? Nawet we wrześniu ma swój urok..

Bobbie James kwitnie raz, ale bardzo obficie, przez kilka czerwcowych tygodni 

Z ogrodu różanego przeszliśmy alejką z hortensjami Annabelle do kolejnej części, fioletowej! Niewielki pokoik ogrodowy otulony grabowym żywopłotem obsadzony był wyłącznie bylinami we wszystkich odcieniach fioletu. Fioletowe powojniki i wilce wspinały się po podporach, na rabatach królowały kłosowce w kilku odmianach i werbeny patagońskie, a wkoło fruwały dziesiątki motyli...


Z pokoju fioletów pełnego zapachów i motyli weszliśmy do następnego wnętrza, znowu zaskakującego formą i stylem. Zagajnik z brzóz Doorenbos posadzony w idealnie równych odstępach, z poszyciem z czyśćca wełnistego i niskich traw wyglądał oszałamiająco w swojej prostocie. Obraz był jednocześnie nietuzinkowy i dynamiczny. Ten ogród potwierdza, że o sile przekazu projektu decyduje prostota formy. 



Wychodząc z ogrodu brzozowego skierowaliśmy się na szeroką trawiastą ścieżkę, która prowadziła na skraju niewielkiego leszczynowego zagajnika z kilkoma dużymi dębami i bukami. Rabaty pod drzewami obfitowały w gęste nasadzenia cieniolubnych bylin, tworzących zwarte kobierce. Wśród nich wzrok przykuwały ciekawe rzeźby z kamienia.


Podążając ścieżką wzdłuż zagajnika dochodzimy do rabaty falujących traw, hortensji i paproci. Klimat zmienia się coraz bardziej, z czasem dominują trawy, a rabaty okalają coraz bardziej krętą ścieżkę, która dodaje dynamiki całej aranżacji. Widzicie pola kukurydzy w oddali? Ogród nie był nawet ogrodzony. 


Podążamy ścieżka i znowu nie widać tego, co czeka nas za zakrętem. Odkrywanie tego ogrodu było naprawdę inspirujące! Podziwiam z jaką łatwością Holendrzy komponują trawy np. z paprociami. Nie są to dla mnie oczywiste zestawienia, a jednak wyglądały świetnie.
Połączenia traw i bylin to naturalny motyw w holenderskich ogrodach
W miarę spaceru trawy były coraz wyższe, a kolorystyka coraz cieplejsza
Trawiaste rabaty przywiodły nas do kolejnej części, tym razem cienistej "komnaty" paproci - niewielkiego pokoiku z wyższymi ścianami z grabu. Jest nawet okienko! Przytulne miejsce odosobnienia na chwilę z książką i kieliszkiem wina. Czego chcieć więcej?



Wychodząc z komnaty pozostajemy w klimacie - gliniane kule to popularna dekoracja  w ogrodach, ale w paprociach wygląda szczególnie efektownie. Zakątek nie stracił nic z naturalnego uroku, a zyskał na atrakcyjności.


Nasz spacer powoli dobiegł końca i wycieczka po ogrodzie zatoczyła koło, bo trafiliśmy ponownie do  kafejki. Kończąc pobyt w tym niezwykłym miejscu usiedliśmy na drewnianym tarasie i popijając pyszną kawę podziwialiśmy naturalną sadzawkę i hortensje Annabelle pochylające się nad taflą wody...



Mam nadzieję, że wirtualna wycieczka była choć w części tak udana jak nasza na żywo, a wszystkich serdecznie zachęcam do odwiedzin tego miejsca. Pewnie jest takich więcej, przy bocznych trasach, poza typowymi szlakami zwiedzania ogrodów, ze stroną internetową po holendersku..i to jest piękne! Bo daje nadzieję, że podczas następnej wizyty w Holandii odkryję kolejne takie miejsca 😊

plan ogrodu De Luie Tuinen

15 komentarzy:

  1. Super ogrod
    Gdybyś nie pokazała tego rzutu, myślałabym, że jest dużo większy. Oglądając zdjęcia nie wierzyłam, że to mały ogród.
    Bardzo podoba mi się zakątek trawiasty i ławeczki pod drzewami z widokiem na kukurydzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, cieszę się, że Ci się podobał! Ja też byłam zaskoczona, że ta perełka wcale nie jest taka duża, jak wskazywałaby ilość ogrodowych wnętrz - 25!

      Usuń
  2. Bardzo ciekawe miejsce. I mnie również zadziwiają niewielkie rozmiary ogrodu. Jak to ciekawie można wpleść różne akcenty i style na takiej przestrzeni. Czy kiedyś u nas zacznie się zwiedzanie prywatnych ogrodów...? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, musimy zapoczątkować nową świecką tradycję ;-) Póki co zwiedzamy własne na zmianę, ale kto wie, może na większej przestrzeni i goście chętni się znajdą ;-)
      Zapomniałam dodać, że koszt zwiedzania tego ogrodu był w cenie śniadania :-)

      Usuń
    2. Oglądając angielskie programy, widziałam, że oni udostępniają zwiedzającym takie małe ogródki jak nasze. To kwestia kultury ogrodniczej. U nas dopiero się to zaczyna, w dodatku my chyba mamy większą nieufność do obcych. Mimo wszystko wpuszczamy do naszego życia inne osoby. W sumie to my już zaczęłyśmy realizować, na razie w naszym gronie, ale kto wie, kiedy to się rozszerzy?

      Usuń
    3. Gosia, mi też się wydaje, że to kwestia kultury ogridniczej, ale tez zaufania, otwartości..w każdym razie w węższym gronie to już się stało faktem i otwieramy swoje ogrody na zwiedzających. Kto wie, może stworzymy taki zwyczaj? ;-)

      Usuń
  3. Bardzo fajnie przedstwiłas ten ogród, widziałam gdzies juz relacje ale tamte nie zachęcały do zwiedzania...Mnie także zadziwiła ilośc wnętrz na niewielkim areale, słowem wszystko zależy od inwencji twórczej ogrodnika/ów. Jestem pewna, że
    u nas prywatne ogrody także mogą mieć wzięcie....przykładem Młodzawy. EwaSierika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, dziękuję, bardzo mi miło, ze udało się przenieść Was w to miejsce relacją. Naprawdę warto je odwiedzić.
      Młodzawy nie znam, ale zaraz poczytam. Dzięki!

      Usuń
  4. Robaczku, relacja ciekawa. Ja też już widziałam zdjęcia z tego ogrodu a teraz czuję się zachęcona do zwiedzania i zaproszona na śniadanie. Pszcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pszczółko, dziękuję i serdecznie polecam!

      Usuń
  5. Zaskakujące - jak na tak niewielkim obszarze utworzono tak różnorodne zielone pokoje i to w takiej liczbie.
    Super reportaż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ave, tym większe było moje zaskoczenie na miejscu, gdy w kafejce otrzymałam instruktaż z opisem trasy i wszystkich sekcji w ogrodzie. Spodziewałam się niewielkiego, przydomowego ogródka, a tymczasem trafiłam do ogrodowego labiryntu! Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Odkrywanie tego ogrodu w trakcie wirtualnej podróży było bardzo przyjemne. I bardzo inspirujące. Zapisałam parę pomysłów. Chcę gliniane kule!I w ogóle, chcę tam pojechać.
    Dla mnie trochę zbyt bałaganiarskie miejscami kompozycje, ale leśny zakątek pod bukami, brzozowy zagajnik i czytelnia - urocze.
    Dzięki za relację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza, czas zwiedzania nie był może najkorzystniejszy, bo ogród jednak jest w znacznej mierze bylinowy, a we wrześniu niewiele już kwitło, ale mocną stroną tego ogrodu są zielone zakątki, a te wyglądały świetnie. Ziemia gliniasta, żyzna i tony kompostu robią swoje...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Kasiu chyba ze wszystkich prezentowanych dotychczas ogrodów ten wzbudził u mnie najszybsze bicie serca - przychodzi mi do głowy skojarzenie z pudelkiem czekoladek - każda ma inny smak, ale razem tworzą unikalną całość. Przy czym praktycznie każdy pokój ogrodowy wydaje się niezwykle ciepły i przytulny - ciekawa jestem ogromnie jacy są właściciele tak barwnego i różnorodnego ogrodu (na pewno nie nudni :)
    A co kultury odwiedzania prywatnych ogrodów - wszystko zależy od właścicieli; mam w u siebie piękny ogród i kiedyś po prostu będąc na spacerze z córką w wózku, spotkałam gospodynię krzątającą się miedzy rabatkami i powiedziałam jak bardzo podziwiam jej pracę. Zaprosiła mnie do zwiedzania, opowiedziała całą historię ogrodu, wręcz miałam problem by opuścić to miejsce a na koniec zostałam obdarowana sadzonką kwiatów...wszystko zależy od ludzi.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Ogródek Robaczka , Blogger