niedziela, 26 marca 2017

Róże...czyli słów kilka o trudnej miłości

Róże..tak, uwielbiam je ponad wszystko. Moja miłość do róż rozgorzała kilka lat temu i z radością stwierdzam, że najwyraźniej ze wzajemnością, bo rosną u mnie jak dzikie i co roku zachwycają z mniejszym lub większym natężeniem. Czerwiec bez wątpienia należy do nich, ale są też takie odmiany, które najbardziej lubię pod koniec lata, gdy prześwietla je późno popołudniowe słońce..a inne najbardziej lubię w maju, gdy tylko rozwiną pierwsze płatki i zmoczy je ciepły majowy deszcz...Mogłabym o tym opowiadać bez końca. Warto sobie o tym przypominać, zwłaszcza wiosną, gdy ta miłość wystawiona jest na ostrą (żeby nie powiedzieć kolczastą) próbę.

A Shropshire Lad, D. Austin, 1997
Co roku w marcu przychodzi bowiem taki moment, kiedy podrapana, pokaleczona, zmęczona do bólu i wściekła przeklinam siebie i swój ogród za te wszystkie przeklęte róże, które najchętniej spaliłabym na rytualnym stosie na środku ogrodu i z dziką rozkoszą zatańczyłabym wokół ogniska.
Jestem mniej więcej w połowie tej wiosennej mordęgi tzn. festiwalu cięcia kolczastych potworów i z trudem mówię o nich inaczej niż w przekleństwach i inwektywach. Od miesiąca tnę, przycinam, koryguję...ale jeszcze sporo pracy przede mną, bo te zarazy co roku są większe, wyobrażacie sobie?!?
Wszystkie katalogowe rozmiary można wsadzić między bajki, bo żadna angielka nie ma u mnie ustawowego metra dwadzieścia, ależ skąd...wszystkie mają ambicje na pnące! A pnące, np. Long John Silver? Cztery metry wysokości? Akurat... ma już ponad sześć i wciąż usiłuje przebić się pod rynną na pierwsze piętro...wrrrr. Ale wracając do meritum.

Eden Rose/Pierre de Ronsard, Meilland, 1985

Wiosenne cięcie ma kluczowe znaczenie dla zdrowotności róż, bo odpowiednia cyrkulacja powietrza wewnątrz krzewu ogranicza podatność na choroby grzybowe. Dodatkowo warto zadbać o to, aby pędy wzajemnie się nie kaleczyły, bo otwarte rany i otarcia na pędach to miejsca, gdzie najłatwiej wdają się infekcje, a osłabione pędy są zachętą dla szkodników. Wokół technik cięcia narosło mnóstwo legend, ale ja zawsze staram się kierować najprostszą zasadą, powtarzaną przez Anglików, czyli cięcia zgodnie z regułą 3D (dead, damaged and diseased) polegającą na usuwaniu wszystkich pędów martwych, uszkodzonych i chorych. Najpierw usuwam te ewidentnie suche, potem okaleczone przez otarcia powstałe w wyniku krzyżowania pędów, a także te z naroślami, plamami bądź pęknięciami na pędach. Jak się z tym uporam, pozostaje tylko kosmetyka.

Hyde Hall, D. Austin, 2004
U róż rabatowych wycinam też pędy skierowane do środka krzewu, prześwietlając go i starając się stworzyć konstrukcję na kształt otwartego kielicha. Przycinając boczne pędy zwracam uwagę aby ciąć nad oczkiem wychodzącym na zewnątrz, co pozwoli utrzymać efekt cięcia prześwietlającego na dłużej. Tnę pod lekkim skosem, żeby krople wody spływały po pędach i nie powodowały gnicia, ok. centymetr nad silnym oczkiem. Przydałyby się zdjęcia poglądowe, wiem...ale jak zaczynam harce z sekatorem w skórzanych rękawicach to jakoś mi nie po drodze z aparatem..poza tym, nie planowałam dygresji edukacyjnych, samo jakoś tak wyszło ;-)
Poza zasadą 3D, pnące róże dodatkowo jeszcze wymagają skrócenia pędów bocznych, na których będą kwitły w danym roku. Z pędów głównych, które stanowią szkielet róży, układam na pergoli konstrukcję, lekko je naginając i podwiązując do podpór. Od pędów głównych, tych najstarszych, wyrastają boczne, które skracamy na 3-4 oczka. Im więcej pędów uda się nagiąć poziomo, tym więcej kwiatów uzyskamy. Z tego założenia wywodzi się też technika tzw. kulkowania róż, czyli przyginania długim pędów róż do ziemi, żeby wymusić przyrost jak największej liczby pędów bocznych, czyli tych kwiatowych. Długie pędy wyginamy łukowato wokół krzewu do samej ziemi, mocując je do gruntu szpilkami. Zabieg wymaga oczywiście miejsca na rabatach, więc od jakiegoś czasu nie stosuję ;-) Nie wszystkie róże dobrze reagują na ten eksperyment, bo pod ciężarem kwiatów czasem pędy się łamią, więc warto wcześniej zadbać o solidne podpory. Zabieg kulkowania róż z powodzeniem stosowałam na różach parkowych np. Louis Odier i Gipsy Boy, ale dobrze reagują też angielki, np. Gertrude Jekyll.

White Flight, T. Rockford, 1916
Jak już przytniemy to co musimy przyciąć, to pozostaje nam mocowanie pędów do podpór. Ja stosuję zwykłe bawełniane sznureczki, które zaplatam na "ósemkę" wokół pędów i podpory, aby ograniczyć tarcie zielonych części róż o metal. A właśnie, stosuję podpory metalowe, są najsolidniejsze, wytrzymują duże ciężary i silne wiatry. Nie kupuję gotowych podpór w marketach, które najczęściej są wykonane z cienkich pustych rurek, które rozsypią się przy pierwszym silniejszym wietrze..zdecydowanie bardziej polecam namierzyć lokalnego ślusarza i zagadać z nim, żeby zrobił podporę z prętów, jakie stosuje na ogrodzenia i barierki. Zespawanie prostej konstrukcji kosztować będzie mniej niż zakup wymyślnej, chińskiej pergolki jednorazowego użytku. Czasem wśród ślusarzy trafi się jakiś skarb, którego będzie można nazwać kowalem i zrobi takie cuda, jakie wymyślicie. Miałam szczęście kilku takich spotkać i wykonali dla mnie bez problemu każdy projekt jaki narysowałam. Podpory mam już kilka lat i świetnie się spisują.

Maria Lisa, B. Alfons, 1925
Było już o tym, za co nienawidzę róż, to może jeszcze kilka słów o tym, za co je kocham. Wszak miało być o miłości! Trudnej co prawda, ale zawsze...
Róże mają charakter. Bez wątpienia. Bywają chimeryczne, kapryśne, ale też wdzięczne, uwodzicielskie...Uwielbiam je oglądać w maju, gdy kolory są mocno nasycone, zieleń liści soczysta i tętniąca zdrowiem. Niektóre wyglądają magicznie już w fazie pączków, jak np. róża mchowa z pączkami o kształcie czapki napoleońskiej!

Chapeau de Napoleon, Vibert, 1828
Płatki aksamitne w dotyku, liście błyszczące...a zapach intensywny, wręcz odurzający! O tak, zapach obowiązkowo! Róża bez zapachu jest jak niebo bez gwiazd! Dlatego nie urażając nikogo, najzdrowsza Niemka z ADR-em, nigdy nie dorówna rasowej Angielce ;-)
Mam słabość do zapachu róż i często kieruję się zmysłem powonienia zamiast rozumem w ich wyborze. Najlepszy przykład to Souvenir du Docteur Jamain, remontantka o typowym dla róż burbońskich intensywnym zapachu, którą uwielbiam....mimo iż niezawodnie co roku, w drugiej połowie lata traci wszystkie liście po ataku czarnej plamistości. Niemniej jednak, jest to jedna z tych róż, które warto mieć - nie tylko ze względu na czarujący zapach, ale wartość historyczną i ładunek emocji, jakie kryją się w tych satynowych płatkach. Odmiana powstała w 1865r. w okresie kolejnej historycznej zawieruchy we Francji i prawdopodobnie nigdy nie zagościłaby w moim ogrodzie, gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności, który sprawił, że Vita Sackville-West odkryła tę odmianę w niewielkiej angielskiej szkółce. Wyobraźcie sobie ile takich bajecznych, XIX-wiecznych odmian przepadło bez wieści? A gdyby tak Doktorek też przepadł? Cóż to byłaby za strata dla ludzkości! Zawsze sobie to powtarzam, a zwłaszcza w sierpniu, gdy mam ochotę go wykopać ;-)

Souvenir du Docteur Jamain,  F. Lacharme, 1865
Souvenir du Docteur Jamain,  F. Lacharme, 1865
Takich historii jest oczywiście więcej, każda róża jakąś skrywa, a szczególnie te historyczne, które nierzadko przypadkowo ocalone z zapomnienia cieszą nas teraz we współczesnych ogrodach. Postaram się wracać do tych historii przy okazji kolejnych opowieści o różach w sezonie.
Tymczasem, pozdrawiam wszystkich rosomanes i trzymam kciuki, żebyśmy wytrwali...byle do czerwca! Wtedy ogród będzie usiany tylko płatkami, o kolcach zapomnimy ;-)

New Dawn, H. Dreer, 1930

57 komentarzy:

  1. Ja dopiero zaczęłam kopce usuwać, a już jestem pokaleczona maksymalnie ;). Na szczęście nie mam tak dużo pnących, a wszystkie pozostałe tnę krótko, więc czasu na decyzje nie tracę :))
    W zupełności podzielam Twoje zdanie co do Doktorka, jest jedyną różą, której wybaczę wszystko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Markitka, całe szczęście, ze chociaż kopców nie muszę robić, jedno zmartwienie mniej ;-) Ale z cięciem to zabawy tez trochę masz, jak duża jest już Twoja kolekcja? Masz też kilka parkowych, je również tniesz nisko?

      Usuń
  2. Przepiękne zdjęcia, równie piękne widoki i dużo podobnych przemyśleń i doświadczeń. Bardzo się cieszę, że tu trafiłam, na pewno będę stałą czytelniczką. Pozdrawiam serdecznie - Teresa Marciszuk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wpis i zapraszam! Podejrzewam, że wszyscy, którzy dzielą różaną pasję mają pewnie wiele podobnych refleksji wiosną...grunt żeby się pocieszać wzajemnie ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Przepiękne zdjęcia, równie piękne widoki i dużo podobnych przemyśleń i doświadczeń. Bardzo się cieszę, że tu trafiłam, na pewno będę stałą czytelniczką. Pozdrawiam serdecznie - Teresa Marciszuk

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy ponad trzy lata temu zaczęłam interesować się ogrodem i wprowadzać drobne zmiany w ogrodzie poteściowym, to m.in. Twój ogród Robaczku znaleziony na FOgrodniczym sprawił, że zakochałam się w różach. A widok wejścia do domu za każdym razem zapiera dech w piersiach. Czytając Twój post stwierdzam, że masz zielone ręce - rzadko komu róże tak pięknie i bujnie rosną. Fajne to 3D, nie znałam tego hasła, łatwiej zapamiętać, bo dla mnie cięcie róż to za każdym razem stres i nerwy, bo nigdy do końca nie jestem pewna czy dobrze tnę. Przez dwa lata dziwiłam się dlaczego moja Kifsgate nie kwitnie... Dopiero po tym czasie dotarło do mnie, że sama się do tego przyczyniałam ciachając jej pędy wiosną ;-). Twoje wpisy są na wagę złota, bo swoim ogrodem udowadniasz, że wiesz co piszesz i że da się.

    Pozdrawiam - silvarerum :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, dziękuję! O ramblerach nie pisałam, a to faktycznie ważne i warte podkreślenia, że ścinamy tylko stare kwiatostany i wycinamy to, co martwe, okaleczone, chore. Samych pędów jednak nie skracamy, chyba że to konieczne ze względu na lokalizację róży. U mnie pędy Kiftsgate i Marie Lisa pochłonęły już ogrodzenie, więc troszkę je muszę okiełznać, ale niezbyt mocno bo te kaskady kwiatów w czerwcu są warte grzechu...trzymam kciuki za bujne kwitnienie Kiftsgate w tym roku :-) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Miłość trudna, wymaga poświęceń ale wynagradza to z nawiążką, Twoje róże są wyjątkowe, kwitnienie oszałamia bujnością....
    Parę lat temu i ja zakochałam sie w różach, niestety szybko poległam, róże są wymagające jak to królowe, niedopieszczone nie są ozdobą..Jesteś więc wybranką.....EwaSierika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ewa, w imieniu róż i własnym ;-) Nie są jednak królewnami bez skazy, w ubiegłym roku przyplątały się różne choróbska, o pladze niszczyliście nie wspominając...dużo zdrowia mnie kosztuje ta miłość ;-)
      Zobaczymy jak będą się spisywać na moich piaskach w Puszczy ;-) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Na razie jeszcze nie wziełam się za cięcie, więc nie przeklinam :)
    Zresztą mam skromną ilość. Uwinę się raz dwa.Ostatnio zamarzyły mi sie większe krzaczki więc cięcie będzie tylko korekcyjne.
    Do zalet posiadania róż trzeba dodac jeszcze okres kwitnienia. Chyba żadna inna roslina nie kwitnie tak długo. Posiadając kilka krzaczków można się cieszyć non stop kwiatami. Praktycznie od maja z niewielkimi przerwami powtarzają kwitnienie. Twoim priorytetem jest zapach, u mnie na moich pisakach to, żeby obficie kwitły. Ty o to nie musisz sie martwić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, zgadzam się, że róże zapewniają kolor na bardzo długi czas w ogrodzie.,czasem od tego koloru aż mnie zęby bolą 😬 Ale gdy mam dość, to ścinam kwiaty jak leci i robię bukiety do wszystkich wazonów w domu ;-)
      Szybkiego i bezbolesnego cięcia :-) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Naprawdę masz dość ich kwiatów?
      To dlatego wymieniasz je na byliny.
      To ja sie jeszcze nie nasyciłam.

      Usuń
    3. Bywają takie dni w środku lata, gdy kolorowy zawrót głowy przyprawia o mdłości i na siłę szukam ukojenia w zieleni, bieli..ale byliny też dają odpoczynek dla oczu, a odpowiednio dobrane towarzystwo dla róż - moim zdaniem - uwydatnia ich urodę..
      Wykopałam część róż głównie ze względu na brak miejsca. Krzewy mocno się rozrosły, a sama wiesz, ze sadziłam..gęsto ;-) Nie zauważyłam jednak radykalnie mniejszej ilości kwiatów w ubiegłym sezonie..chociaż ubyło ponad 100 krzewów! 😜

      Usuń
    4. Możę ja wyczułam ten przesyt i sadzę mniej róż a pomiędzy nimi inne rośliny?
      Róż mam tylko 70, jak na razie nie widzę zbytniej nachalności w ich kwitnieniu, ale też nie mam co porównywać Twoich do moich.
      Nigdy nie lubiłam sadzenia samych róż, zawsze chciałam mieć coś jeszcze. Wydawało mi się, że to ze względu na moją zachłanność. Może to i dobrze?

      Usuń
    5. To nie zachłanność Małgosiu, tylko zacięcie kolekcjonerskie ;-)
      Ps. Dzisiejsze fotki z ogródka: https://www.facebook.com/pg/ogrodekrobaczka/photos/?tab=album&album_id=663618873827436

      Usuń
    6. Dzięki Kasiu, że o mnie pamiętasz i dajesz linki
      Bardzo to dużo dla mnie znaczy. Wiesz, że uwielbiam Twój ogród
      Cały czas się zastanawiam jak Ty to robisz, żę wiosną rabaty wyglądają jakby tam już nic więcej się nie zmieściło, a przecież wiem, że potem znowu masz pełno roślin. Czary

      Usuń
    7. Drobiazg Małgosiu. Po prawej stronie bloga, u dołu strony powinnaś widzieć ikonkę Facebook i tam zawsze na początku pojawiają się aktualne linki z fotosami. Spróbuj kliknąć czasami, może Cię przekieruje mimo braku konta. Jeśli nie, mogę wrzucać do komentarzy, żaden problem :-)
      U Cuebie na pewno też już zielono i kolorowo, zaraz pobiegnę obejrzeć :-) pa!

      Usuń
  7. Tak czekałam i czekałam kiedy będzie o różach.... ja co roku o tej porze obiecuję sobie, że nie dokupię ani jednego krzaczka więcej, że to kompletna paranoja z tym cięciem, kopczykowaniem, zawijaniem we włókninę (w tym roku odpuściłam - nie dałam rady) i drżeniem czy przezimuje, czy nie będzie przymrozków wiosną itp. a potem, bo coś róże je, albo pojawia się podejrzana plamka. I powbijane kolce w ręce, które trzeba wydłubywać... Ale czerwcowe kwitnienie wynagradza wszystko.
    U mnie też angielki osiągają monstrualne rozmiary i w tym roku planuję mocno je przyciąć (nie mam miejsca na krzewy giganty), zresztą co za przyjemność mieć kwiaty na wysokości 2 m? Jestem w połowie prac, róże częściowo przycięte, ale jeszcze z kopcami. Bardzo zazdroszczę, że nie musisz robić kopczyków, usuwanie ich jest dla mnie koszmarem, no i zawsze jest problem gdzie składować ziemię.
    Kasiu mam pytanie czy dezynfekujesz sekator przy cięciu każdego krzewu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, gdybym wiedziała, ze czekasz to szybciej bym coś popełniła ;-) Ja Angielki tez ciachnęłam o 2/3 mimo iż zalecane 1/3, ale podobnie jak Ty nie mam miejsca na takie potwory. Nie mieszczą się w kutych obręczach, a po wichurach i deszczach kładą się na siebie i ciężko to ogarnąć. Jednocześnie im niżej zetniesz, tym wyższe urosną, więc trzeba stałe korygować ;-)
      Sekatorów nie dezynfekuję po każdym cięciu, za dużo zachodu..natomiast zauważyłam ze ostatnio podstawowym narzędziem pracy jest dla mnie oburęczny sekator do grubszych gałęzi, którym pracuje się świetnie. Mercedes wśród sekatorów!
      Pozdrawiam i wytrwałości życzę!

      Usuń
    2. Wcale mnie nie pocieszyłaś stwierdzeniem, że angielki mocno przycięte rosną jeszcze bardziej :( a bez oburęcznego sekatora w ogóle sobie nie wyobrażam pracy.
      Ale widzę też światełko w tunelu - wczoraj np. odkryłam, że pod kopczykiem Piano mam żywy pęd (powyżej kopczyka wszystko czarne), a niektóre róże są zielone na całej długości i nic sobie z zimy nie zrobiły :)

      Usuń
    3. Asiu, silne pędy róży skrócone radykalnie równie silnie odrosną, taka fizjonomia ;-) Ale gdy pęd odrasta możesz go przycinać ponownie wybierając oczka wychodzące na zewnątrz co pozwoli mu się rozkrzewiać na boki zamiast wybijać w górę. Można też zostawić je wyżej teraz a mocniej ściąć po pierwszym kwitnieniu, wtedy wigor odrostów jest trochę mniejszy. Cieszę się, ze róże dobrze u Ciebie przezimowały, trzymam kciuki za bajeczne kwitnienia!
      Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  8. Pięknie i dobrze napisane, do tego świetne zdjęcia. Ja też tak robię a przy rabatowych, HT i parkowych oraz mini na koniec próbuję uzyskać kształt. Ale trzeba dodać na pocieszenie,to nie moja strefa u mnie takie nie będą, bo ponoć pod Poznaniem 'Paul's Himalaian Musk' zimuje bez okrywy , tylko z kopczykiem, u mnie na zachodnim Mazowszu musiałby mieć porządnego chochoła i zresztą miał i nic z tego nie wyszło. Ja zaczynam swoja walkę z ukochanymi, kolczastymi potworami w połowie kwietnia !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie róże już liście wypuszczają :-) Chciałabym mieć czas do kwietnia z cięciem... tymczasem czekają mnie jeszcze New Dawn i okiełznanie ramblerów, rabatówki już przycięte :-) Stan na dzisiaj: 28 120l worków kolczastych badyli do wywiezienia na składowisko odpadów zielonych :-)
      Potwierdzam, PHM zimuje u mnie bez żadnego okrycia czy kopca. Zieloniutki po same końce, 3-letnia sadzonka przeprowadza aktualnie inwazję na płot we wszystkich kierunkach ;-)
      Pozdrawiam i powodzenia!

      Usuń
  9. ładny wpis Kasiu, zdjęcia śliczne.
    Ja mam dystans do róż, tzn zachywcamm się, ale się ich obawiam.
    Jednak w zeszłym roku zapragnełam mieć róże do ścinania do bukietów. I zrobiłam takie założenia że ma być różowa, łatwa, niska i mieć filiżankowe kwiaty.
    Wybór padł na Jasminę z serii Flower Circus, czyli siostrę Pashimy.
    Znasz ją? Masz swoją opinię? Nie wiem czy nie jest jednak zbyt kapryśna
    Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki za udane cięcie
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martusia, nie znam akurat tej Jasminy, ale ogólnie kolekcja Flower Circus jest fajna na bukiety. Widziałam z niej ślubne wiązanki na Chelsea, coś pięknego! Jeśli zachowuje się tak jak Pashmina, to powinna być bezproblemowa w uprawie. Wysokość kompaktowa, do 80 cm, długotrwałe kwitnienie, a same kwiaty odporne i niezwykle trwałe w bukietach. Robiłam z niej kompozycje w zeszłym roku, w wazonie stały ok. 10 dni, rekordowo. Nie chorowała u mnie nigdy, liście błyszczące..przynajmniej u PFC. W ogóle pomysł na rabaty z kwiatami ciętymi bardzo mi się podob. Monty w ubiegłym roki tak obsadził część ozdobną w warzywniku i całe lato mógł wybierać kwiaty do kompozycji. Ja też soę tak bawię, bo bukiety bardzo lubię, ale nigdy nie miałam miejsca na dedykowane rabaty na kwiat cięty. Czas to zmienić 😁
      Pozdrawiam serdecznie Martusia, super, ze zaglądasz i masz ochotę jeszcze mnie czytać po tylu mailach i męczarniach z moim projektem ;-) Jesteś wielka! 😇

      Usuń
    2. ale świetne informacje.
      Ja wychowałam się w dużym ogrodzie z 3 siostrami, więc całe miesiące zajmowałysmy się robieniem wianków, bukietów i takich 'oczek' z kwiatów pod szkiełkiem. Teraz chyba po tym mam słabość do kwiatów w domu i uznałam że to absurd żebym nie miała ich od siebie.
      Aż chce mi się już lata po tym co napisałaś!
      ja do Ciebie bardzo chętnie zaglądam, a to że mogłam pomóc powoduje, że jest jeszcze ciekawiej.
      Ściskam Cie mocno i wiosennie
      Marta/Magnolia

      Usuń
  10. Kasiu, świetny wpis i piękne zdjęcia róż. Masz dobrą rękę i warunki, że tak wspaniale Ci rosną i obficie kwitną. Przyznam się, że pod wpływem Twoich róż po wielu latach ogrodowania zachorowałam na różyczkę i zapragnęłam mieć więcej róż w ogrodzie. Ale łatwo nie jest, bo mój ogród jest raczej cienisty, a ziemia kwaśna...No więc, jak można się domyślić, róże w takich warunkach są takie sobie...Trudno, będę podziwiać u Ciebie, nic na siłę. Za to kwasoluby rosną u mnie dobrze i tego muszę się trzymać. Pozdrawiam serdecznie. Dala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Dalu, bardzo miło mi to czytać. Fakt, ziemia u nas sprzyja różom bo jest gliniasta, a przy tym od kilku lat solidnie nawożona kompostem, więc dość żyzna. Twój ogród Dalu jest tak piękny bez róż, że nic na siłę..Sama doszłam do wniosku, że sadzenie roślin wbrew warunkom środowiskowym nie ma sensu, bo natury nie zmienimy i nie ma sensu, bo po co? Odpowiednia roślina w odpowiednim miejscu zawsze będzie bardziej zachwycać niż ta, która akurat tutaj chcemy, bez względu na wszystko ;-) Ja cenię Twój ogród za piękne drzewa i bajeczne azalie, które akurat mojej gliny nie lubią ;-) Całe piękno w różnorodności :-) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Nareszcie.... uwielbiam Twoje róże i czuję niedosyt, bo mogłabym na Twoje zdjęcia patrzeć bez końca, a te poglądowe, których niestety brak przydałyby mi się teraz bardzo... ;). Zawsze bałam się róż ,że są trudne w uprawie, chorują, trzeba osłaniać na zimę i przycinać wiosną, ale Twoje tak mnie zachwycały,że postanowiłam spróbować i w zeszłym roku pokusiłam się o kilka rabatówek. A teraz chciałabym dosadzić jeszcze jakąś pnącą przy tarasie, różową lub białą, najlepiej o wiotkich pędach, może coś doradzisz Kasiu?? I jeszcze jedno pytanie odnośnie róż, moje zeszłoroczne krzaczki Eden rose i Leonardo da Vinci mają kilka drobnych pędów i po jednym długim dużo grubszym. Czy wszystkie pędy powinnam przyciąć tak samo czy z tymi długimi grubymi inaczej się obejść?
    A... i chciałam zapytać co to za ślicznotka ciemnoróżowa w tle Hyde Hall ?
    Pozdrawiam serdecznie Magda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Madziu! Obiecuję poprawę w kwestii poglądowych zdjęć z cięcia, w przyszłym roku podejdę do tego bardziej metodycznie ;-) Jeśli mogę coś doradzić - nie należy się bać cięcia, więcej krzywdy zrobimy róży gdy jej nie obetniemy, niż gdy skrócimy zbyt wiele. Leonardo - cienkie pędy warto przycinać nisko, odbiją mocniejsze od podstawy. Grube pędy ciachnij mniej radykalnie, najlepiej o połowę do pierwszego silnego pąka. Eden - tnij jak najmniej, pnąca róża potrzebuje 3 lat żeby stworzyć silną konstrukcję pędów, którą będziesz potem kształtować. Wytnij tylko słabe i cienkie, wymusisz nowe pędy od podstawy. Zasil je mączką kostną (jest teraz w sprzedaży w sieciówce L) i daj im czas ;-)
      Gdy piszesz i białych lub różowych różach, to od razu mam przed oczami Pauls Himalayan Musk - ma wiotkie pędy w tych kolorach, ale to olbrzymia róża, wiec musi mieć miejsce i solidne podpory. Kwiaty ma delikatne, eteryczne i pachnące, zimą ma owoce i jest naprawdę urocza. Gdybyś chciała jednak coś mniejszego, to może Giardina? Ma bardzo trwałe kwiaty,zdrowe liście i powtarza kwitnienie w drugiej połowie lata.
      W tle Hyde Hall widać William Shakespeare :-)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Kasiu dziękuję za rady odnośnie cięcia, skorzystałam i wszystko pocięłam. Na szczęście 20 krzaczków w jedno popołudnie da radę ogarnąć ;) Wygooglałam sobie Giardinę i bardzo mi się podoba, myślę, że się na nią skuszę. A przy okazji trafiłam na Lagunę, czy masz ją w swoim ogrodzie? Możesz coś o niej napisać?
      Kasiu, wracam czasem na forum O. do Twojego ogrodu, podpatruję różane zestawienia, bo jeszcze kilka piękności w tym sezonie po prostu muszę dokupić. :)
      A jest szansa na większe, świeże kadry?
      Magda :) :)

      Usuń
    3. Laguny nie mam, więc trudno mi się wypowiadać...o różach na pewno będzie w sezonie więcej. Jeśli interesują Cię konkretne odmiany to napisz jakie, postaram się je uwzględnić przy opisach i fotosach :-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Ostatnie zdjęcie bajeczne. Miałam okazję obejrzeć w realu jadąc rowerem. Blisko mieszkam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, sąsiadka?! Zapraszam na kawę następnym razem! :-)

      Usuń
  13. Ileż emocji w twoim ostatnim wpisie. Też byłam ciekawa jakie uczucia budzą w tobie róże po okrzepnięciu z pierwszej szalonej fascynacji. Czyli typowa miłość? Bolesna a zarazem wyczekiwana:) Wytypowałaś już odpowiednie, odporne egzemplarze na nową działkę? Czy nie planujesz ich przeprowadzki?
    Nie znam innego ogrodu, w którym róże rosłyby tak chętnie, kwitły tak obficie. To fenomen, niezwykle piękny.
    U mnie niestety sporo strat. Niby nie było bardzo zimo ale było bezśnieżnie.
    Doktorek u mnie nie choruje ale rośnie jako soliter, w dość przewiewnym miejscu. Może to jest jego sekret.
    Maria Lisa mnie zauroczyła a do tego jest odporna do -35 stopni. Takich róż mi potrzeba.
    Trudno wyrazić słowami jak miło się ogląda zdjęcia z twojego bajecznego ogrodu.
    pozdrawiam
    April

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aprilku, nie ma co czarować..to trudna miłość, sama wiesz ;-) Raczej nie będę przenosić większości róż, może jakieś pojedyncze. Nie sądzę żeby odpowiadała im przeprowadzka z żyznej gliny na żółty piaseczek ;-) Na działce posadziłam jesienią pierwsze PHM i przezimowały, więc potraktuję je testowo i zobaczymy jak się spiszą. Póki nie mam tam warunków, to nie będę przesadzać dojrzałych okazów, szkoda je zmarnować...
      Zazdroszczę Doktorka! Skoro przewiew tak mu pasuje to może na tamtym wygwizdowie u mnie go posadzę? Hihihihi
      Maria Lisa to przypadkowe odkrycie, miałam różę nn, przyszła jako Kiftsgate i dopiero po wizycie w Rosarium Europa zidentyfikowałam ją jako Maria Lisa. Ewa powinna na mieć je w ofercie w tym roku, brała ode mnie sadzonki do szczepienia.
      Dziękuję za przemiły wpis! Buziaki

      Usuń
  14. Kasiek widzę że dzielnie walczysz z kolczastymi potworami ;))
    Dobrze, że ładnie Ci przezimowały, to zdecydowanie podnosi na duchu po krwawych walkach. Ja tnę większość do ziemi albo troszkę ponad ziemię. Od niepamiętnych lat nie pamiętam takiego pogromu, zwłaszcza wśród starszych krzewów. Za to Souvenir du Dr Jamain zieloniutki po same cieniutkie końcóweczki.
    Za parę tygodni czeka mnie powtórka cięcia tych które litościwie cięłam oszczędnie, ale niewiele życia w nich.
    Teraz płaczę, ale liczę na ich odrodzenie;(
    Ściskam serdecznie Majutek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi to słyszeć Majutku..niby zimy nie było, a tu taki klops :-( Oby się pozbierały...
      U mnie rzadko coś przemarza...odkąd tu mieszkam (8 lat) zmarzła mi jedna róża, wiec zwykle tnę zielone, czasem nawet z liśćmi :-/ Ciekawe jak będą zimować na działce - PHM sadzone jesienią zielone po same końce, pierwszy test zaliczony ;-)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  15. Kasia, no i jest o różach! Bardzo dobry wpis, rzeczowo i zwięźle na temat. Pozwolisz, że udostępnię (bo nie mam czasu sama pisać ;) ). Pokiereszowane ręce, palce zaklejone plastrami, ale ból znika z myślą o czerwcowym pokazie różanym :) Oby do czerwca! Buziaki! Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ewcia ❤ Spontan taki był ;-)
      Pokiereszowana ale szczęśliwa bo prace zmierzają do szczęśliwego końca, a róże liście już mają! Szaleństwo z tą pogodą 😎 Buziaki
      Ps. Muszę do Ciebie wpaść po powojnika :-)

      Usuń
  16. Tak się ciesze Kasiek,że założyłaś blog!!! Buziaki, stęskniłam się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Keetee! Kopę laaaat! Jak fajnie, że mnie znalazłaś :-D

      Usuń
  17. Po obejrzeniu tej ostatniej fotki (z różanym tunelem przy wejściu) to chciałoby się mieć tysiące królewien...
    Bardzo lubię Twój ogród, jest niezwykle inspirujący.
    Podziwiam i zazdroszczę, że różę tak fantastycznie u Ciebie rosną.
    U mnie już po wiosennym cięciu. Ręce oczywiście podrapane. jak widzę w tramwaju osobę o takich samych znakach szczególnych to się uśmiecham... czekam na festiwal czerwcowych kwitnięć.

    Ave/Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Ewa! Miło mi widzieć znajome twarze/nicki, od razu to przedsięwzięcie z blogiem nabiera większego sensu :-) Ja też już skończyłam główne cięcie, choć jeszcze korekty będą potrzebne. Ręce pokaleczone jak po walce z kotem, ale szczęśliwie dotrwałam ;-) Oby żadne plagi i choroby nie popsuły nam różanego święta w czerwcu! Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  18. O różach mogę czytać zawsze. Twój artykuł jest wspaniały, a zdjęcia bajeczne. Serdeczności ślę, zaraz robię subskrypcję, bo muszę wiedzieć, co się u Ciebie dzieje - Katarzyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam imienniczkę! Kasiu, bardzo mi miło, że zajrzałaś i dzielisz się serdecznym komentarzem. Zapraszam częściej! O różach na pewno nie zabraknie wpisów ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
  19. Kasiu jeszcze raz chciałabym Cię porosić o pomoc w wyborze róż:). Mogę? Potrzebuję coś na południową ścianę domu. Mam tam posadzone już okrywowe sommerwind, chciałabym dosadzić pomiędzy coś wyższego, ciemnoróżowego dla kontrastu, coś co mogłabym prowadzić na 1,5 nawet 2 metry. Jest tam często uczęszczana ścieżka prowadząca na ogród, więc chciałabym aby kwiaty były pachnące, wytrzymywały palące słońce latem i najlepiej by powtarzały kwitnienie. Przeglądam Austinki na F ale nie mogę się zdecydować.... :D Magda

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeżeli pachnąca to najlepiej historyczna... ;-) Charles de Mills albo Tuscany...ale nie powtarzają kwitnienia :-( Jeśli angielka, to Shakespeare jest cudowny, ale może się przypadać na mocnym słońcu. Przy południowej ścianie domu to niezbyt szczęśliwa miejscówka dla róż, bo mogą łapać przędziorka i szybko więdnąć..dużo jednak zależy od tego jaką masz ziemię i czy jest przewiew. Bardz dobrze w mocnym słońcu radziła sobie u mnie Niemka, Astrid Graffin von Hardenberg, ale niestety nie pachnie..cóż, nie można mieć wszystkiego :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Charles ma idealny kolor, właśnie takiego mi trzeba, ale nie powtarza... Astrid trochę za ciemna ale podoba mi się, William jest cudowny na Twoich zdjęciach ale w opisie czytam że kwiat ma czerwony, sama nie wiem.. Rzeczywiście, południowa ściana domu nie jest najlepszym miejscem dla róż ale kilka krzaczkow sommerwind dobrze sobie tam radzi i do tej pory poza mszycą nic im nie dolegało. A dzisiaj dostrzegłam u nich już pierwsze pączki-ale radocha:D.
    Kasiu bardzo Ci dziękuję za propozycje jeszcze je sobie przemyślę. Pozdrawiam cieplutko i czekam na kolejny wpis :)M.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nawet jak to jest trudna miłość to tak pięknie ją opisujesz, że nie można się oderwać! Mam pytanie czy pnące co jakiś czas odmładzasz wycinając te najgrubsze, czy zostawiasz szkielet tak długo jak sobie radzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Aga!
      Sorry, że tak późno odpisuję - róże pnące staram się regularnie odmładzać, bo pędy szybko się starzeją, drewnieją i wówczas słabiej kwitną. Poza tym niektóre rosną tak szybko, że w ciągu 3 lat pędy są grubość średniego konara drzewa i potem ciężko przy nich manewrować nawet dwuręcznym sekatorem Bentleya Gold Cut (nota bene istny Bentley wśród sekatorów ;-)). W tym roku jednak zbyt mocno obciachałam Giardinę i bardzo to odchorowuje więc nie każda odmiana dobrze znosi tak radykalne cięcie. Rosarium Uetersen co roku tnę do parteru, bo wypuszcza mnóstwo długich kolczastych batów, a mam ją przy tarasie i ona akurat świetnie znosi takie cięcie. Jest przez to też dużo zdrowsza niż wynika z opisów uprawy tej odmiany. Staram się stosować zasadę odmładzania 1/3 pędów co roku, żeby nie dopuszczać do nadmiernego zagęszczenia zdrewniałych pędów jednocześnie zachowując pokrój. Nie wiem czy pomogłam, ale generalnie lepiej uciąć więcej niż mniej ;-) W 90% to zadziała pobudzająco do kwitnienia. W tych 10% trafi się taka marudna Giardina, ale tu też mogą być późne objawy wiosennego przemrożenia. Zasada oczywiście nie dotyczy ramblerów, bo przycięcie wiosną pozbawia nas szansy na kwiaty w danym roku :-D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  23. Kasiu, cuuudny ogrod, bravo!!!!
    Moglabys podac jeszcze raz linka na face, bo tych zdjec tu zdecydowanie za malo....ja z tych niecierpliwych;))
    pozdrawiam majowo
    Patka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :-)
      W maju jeszcze nie dodawałam fotek na FB, muszę nadrobić!
      Kwietniowy album jest tutaj: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.663618873827436.1073741831.625932817596042&type=3
      Pozdrawiam!

      Usuń
  24. Robaczku Twoje róże są przepiękne. Zakochałam się w nich tak bardzo, że w moim dopiero co zakładanym ogródku postanowiłam utworzyć rabaty z różami. Kupiłam kilka róż, hop do ziemi i zadowolona myślałam, że to tyle, jeśli chodzi o ich pielęgnację. Jakże się pomyliłam. Niespełna dwa tygodnie po posadzeniu miałam już na jednej mszyce. z nimi już się rozprawiłm, zastanawiam czy opryskiwać pozostałe profilaktycznie nie tylko przeciwko mszycom? Jest jeszcze przecież czarna plamistość i mączniak. Jeśli tak to czym? Za każda radę już z góry dziękuję i idę dalej podziwiać Twoje zdjęcia, a nad moimi płakać, bo nie wiem jak się nimi opiekować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi miło, że wpis Cię zainspirował!
      Jeśli chodzi o ochronę róż przed szkodnikami, to nie stosuję żadnej prewencji, a w zasadzie od 2 lat wcale nie pryskam chemią. Mszyce wyeliminowałam naturalnie - wspierając rozwój ogrodowego ekosystemu i stworzonek, które się nimi żywią, przede wszystkim biedronek. jak zainstalujesz w ogrodzie domki dla owadów, zostawisz biedronkom trochę liści i ściółki na rabatach to same zamieszkają i z radością opędzlują Ci wszystkie mszyce z róż. Wiem co mówię, bo róż mam ponad 150 i na żadnej jeszcze nie widziałam mszyc w tym roku. To jedna wymaga okresu przejściowego po chemii, gdy ogród wraca do naturalnej równowagi. Do tego czasu po prostu spłukuj je wodą z mydłem potasowym, poradzisz sobie bez problemu. W zasadzie każde szkodniki możesz usuwać ręcznie przy niewielkiej ilości róż i minimum spostrzegawczości ;-)
      Jeśli idzie o choroby róż to podstawą prewencji jest właściwe stanowisko i przygotowanie podłoża. Zabrzmi jak truizm, ale szczęśliwa róża najczęściej jest zdrowa ;-) Piszę najczęściej, bo te moje "radosne" pociechy też czasem chorują, ale to wpisane w ryzyko ogrodu naturalnego więc.. wzdycham głęboko i życie toczy się dalej. Jeśli zobaczysz objawy mączniaka właściwego, pomaga oprysk wody z sodą, w necie znajdziesz przepisy bez problemu. Na zapobieganie chorobom grzybowym warto opryskiwać preparatem naturalnym na bazie czosnku - biosept, biochikol etc. Nie zapobiegnie w 100% chorobie, bo kluczowa jest tu pogoda i warunki do inkubacji grzyba, ale pomoże wzmocnić róże. Nie poddawaj się i nie wmawiaj różom wszystkich plag egipskich zanim się zdarzą ;-) Raczej mów do swoich księżniczek jakie są piękne i takie mają zostać! Pozdrawiam i powodzenia!

      Usuń

Copyright © 2016 Ogródek Robaczka , Blogger