czwartek, 25 maja 2017

Majowy ogród pachnący wisterią

Eeehh...tak dawno nie pisałam, że nie wiem jak zacząć. Dużo się ostatnio dzieje w życiu "poza ogrodowym" i stąd ten zastój. Moje majowe posty zatrzymały się na etapie pomysłów i swobodnych myśli, których nie zdążyłam przelać na klawiaturę. To nie znaczy jednak, że leniuchowałam ogrodowo, ależ skąd, przeciwnie! Od początku maja spędzam każdą wolną w ogrodzie, chłonąc maj wszystkimi zmysłami!

Wisteria sinesis
Allium rosenbachianum
Rabata bylinowa tonie w niezapominajkach
Judaszowiec kanadyjski

Taką soczystą świeżość zieleni,  głośny szczebiot ptaków, szmaragdowe przyrosty na iglakach i zniewalający zapach glicynii oferuje tylko jeden miesiąc w roku. W dodatku ogród obdarza nas nie tylko ekscytacją z tego co nadchodzi, bo rabaty różane aż buzują energią, ale też pozwala dostrzec subtelny urok młodych liści paproci, łuki kwiatów kokoryczy przewieszające się nad ścieżką czy zapach złocistej azalii Golden Lights..Cieszmy się i korzystajmy z uroków maja póki trwa!



Na przyjemnościach w obcowaniu z ogrodem maj się jednak nie kończy. Po zimnym kwietniu wreszcie mieliśmy sporo słońca, a ziemia wystarczająco się nagrzała, aby rośliny dostały sygnał do intensywnego wzrostu i widać jak przybywa zieloności każdego dnia. Kilka deszczowych dni też zrobiło swoje, bo trawnik rośnie bez opamiętania (koszenie dwa razy w tygodniu murowane), chwasty niestety też. Mlecze przekwitły zanim zdążyłam je zmiksować w koktajlach (tutaj fajny przepis na smoothie z mniszka) i rozpylają puchate nasienniki po całym ogrodzie, lebioda zgrabnie wypełnia nieliczne wolne miejscówki na rabatach, róże radykalnie ciachnięte wiosną nadrabiają młodymi przyrostami, a wśród łanów niezapominajek pysznią się wyniosłe czosnki.


Allium Gladiator
Mimo, że róże zapączkowane już po kokardę (Louis Odier już nawet kwitnie!), to jeszcze nie ich czas,  nie ich scena - główną rolę w majowym ogrodzie odgrywa u mnie czarująca wisteria. Uwodzi zapachem, który jest mieszanką akacji, miodu, bzów...a kaskady długich, fioletowych kwiatów falują na wietrze jak kurtyny do raju. Wybaczcie, poniosło mnie, ale każdy kto miał okazję stać pod parasolem kwiatów glicynii zrozumie co mam na myśli.

Wisteria sinesis
Kwitnienie glicynii trwa kilka tygodni i trwałość kwiatów w znacznej mierze zależy od pogody, z resztą podobnie jak sukces samego kwitnienia. Roślina nie sprawia zbyt wielu problemów w pielęgnacji, choć na pewno nie należy do bezobsługowych. Głównym zadaniem w opiece nad glicynią jest cięcie i pilnowanie, żeby nie zarosła wszystkiego wkoło, bo to wyjątkowo ekspansywne pnącze, a prowadzone zbyt swobodnie owinie i pochłonie swoimi pędami wszystko, co napotka na swojej drodze. Mam jedną glicynię prowadzoną na parasol, na kutej konstrukcji, przy ścianie garażu i co roku walczę z nią, żeby nie weszła na dach bo z łatwością zgniecie rynny i zacznie zrywać dachówki jeśli jej na to pozwolę.

Parasol z glicynii przy garażu wymaga stałej kontroli w trosce o stan dachu...
Podejrzewam, że gdybym opuściła ogród na 10 lat, to po powrocie zastałabym jedynie gigantyczne kłębowisko pędów glicynii w śmiertelnym uścisku wokół całego domu.... ha ha ha. Znowu ponosi mnie wyobraźnia, ale uwierzcie mi, to istny potwór! Mam ją od kilku lat, a w międzyczasie kupiłam następne i tym razem zadbałam o solidne podpory. Przy garażu ustawiliśmy wiatę, którą zrobił kowal - ze stalowych rur i prętów. Przy trzech filarach posadziłam glicynie i po 4 latach widać już zamierzony efekt - pędy glicynii obrosły konstrukcję i z "dachu" wiaty zwisają setki kwiatów, ach! Z żalem stawiam tam auto, najchętniej zamieszkałabym pod nią na hamaku...


glicyniowy baldachim z kwiatów
żal pod tą wiatą stawiać auto...więc stało na ulicy, a ja cieszyłam się widokiem ;-)
Zapach pod takicm "dachem" jest odurzający!
Ale wracając do pielęgnacji. Cięcie glicynii przeprowadza się zasadniczo dwa razy w roku - po raz pierwszy w lipcu/sierpniu, gdy skracamy wszystkie tegoroczne przyrosty na 5-6 oczek i kolejny raz w lutym, gdy tniemy pozostałe fragmenty pędów na 2-3 oczka. W praktyce oznacza to dla mnie radykalne cięcie latem, gdy w zasadzie tnę jak leci całą zieloną czuprynę, a tylko koryguję potem na 5 oczek. Co więcej powtarzam ten zabieg również we wrześniu bo na mojej żyznej ziemii bardzo szybko odrasta. Posadzę ją na piachu na nowej działce i zobaczymy jak tam sobie bestia poradzi hi hi hi  W lutym lub na początku marca przeprowadzam kolejne cięcie korygujące - ten zabieg jest nie mniej ważny, ponieważ pozostawiając tylko 2 oczka na pędach dajemy szansę tym pozostawionym pąkom na przyrost i dzięki temu kwiaty są znacznie większe i bardziej obfite.

Krótkopędy z pączkami kwiatowymi po zimowym cięciu
Niektóre pędy zostawiłam dłuższe, żeby zbudować konstrukcję "dachu"
Długość samych kwiatów, ich kształt i kolor oczywiście w znacznej mierze zależy od wybranej odmiany, ale na moich niezidentyfikowanych odmianach w tym roku zmierzyłam najdłuższe kwiaty mierzące 57 centymetrów! Po zimowym cięciu możemy już systematycznie wypatrywać jak okrągłe, początkowo niewielkie pączusie (w przeciwieństwie do płaskich, przylegających do pędów pączków liściowych) zamieniają w pękate beczułki.

Kwietniowe pączki w kształcie beczułek - wtedy są najbardziej wrażliwe na późne przymrozki

Potem nadchodzi kapryśny kwiecień i drżymy co noc czy przymrozki nie pozbawią nas nagrody za włożony wysiłek...ale gdy aura jest łaskawa ( w tym roku -3 na początku maja im nie zagroziło), w maju czeka na niezapomniany spektakl, który wynagrodzi akrobacje na drabinie w mroźny lutowy dzień, gdy trzęsącymi się rękami próbujemy operować sekatorem ;-)
...z beczułek wyrastają coraz dłuższe strąki, z czasem zyskują kolor...
....w maju strączki zaczynają przypominać dojrzewające grona winogron...
...potem nabierają koloru...
... a z każdym kolejnym dniem rozwija się takie zjawisko :-)


W taki piękny majowy dzień, gdy stoję pod parasolem z wisterii i upajam się jej zapachem w towarzystwie setek pszczół uwijających się z nektarem..wiem, że było warto.
Miłego ogrodowania kochani!

ps. więcej majowych fotek wrzucam tutaj :-)

30 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chć to nie moja zasługa ;-)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Boskie glicynie, mojej zmarzły wszystkie pąki. Przepięknie Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi to czytać Lusiu..u mnie w ubiegłym roku skasowało połowę pączków i byłam bardzo rozżalona, ale cóż poradzimy...a w jakim rejonie kraju mieszkasz?
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. mieszkam w woj.lubuskim a dokładnie w Gorzowie Wlkp. Na pogodę nic nie poradzimy, ale zaraz będą róże i tego się trzymam. Pozdrawiam

      Usuń
    3. Na pogodę nic nie poradzę. Przeżyłam to jakoś. Ale co tam niedługo będą róże. Mieszkam w woj. lubuskim a dokładnie w Gorzowie Wlkp. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Cześć Robaczku!

    Ileż ja się nazaglądałam na bloga, żeby sprawdzić czy nie pojawił się jakiś nowy post... Piękne te Twoje glicynie, też mi się marzy choć jedna. Już myślałam, że się nie odzywasz, bo pojechałaś na Chelsea Flower Show.

    Pozdrawiam serdecznie - silvarerum :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! W tym roku niestety musiałam zrezygnować ChFS, z przyczyn osobistych i choć to siła wyższa to bardzo żałuje...ostatnie 3 lata byłam tam co roku i brakuje mi przeżywania tych emocji na żywo. Wracam często do zdjęć z wystaw z lat ubiegłych i zawsze odkrywam coś nowego. Warto to przeżyć osobiście i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miała okazję!
      Glicynie polecam, jeśli masz miejsce i możesz zapewnić solidne podpory. Fantastyczne pnącze. Ja planuję obsadzić nią altanę na działce, którą postawię nad stawem. Muszę tylko odpowiednio dobrać konstrukcję, bo wiem, ze drewniane słupy miażdży niczym zapałki z upływem lat. Jest bestia!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Witaj Robaczku, oj dawno Cię nie było..:)
    Piękne są glicynie i żałuję, że nie mam miejsca na to pnącze,ale tym chętniej oglądam Twoje zdjęcia Kasiu.Już wyobrażam sobie tę altanę nad stawem w nowym ogrodzie ech... A właśnie, będą jakieś wpisy z nowego ogrodu? No i czekam na Twoje róże, z niecierpliwością! ;)
    Pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Nie wyrabiam na zakrętach w tym sezonie zupełnie..2 ogrody i praca na pełny etat, a do tego inne nieprzewidziane okoliczności i niestety na nic więcej czasu nie wystarcza...ale melduję, że żyję, ogród kwitnie, róże kapryśne jak zwykle, ale cieszą i jak czas pozwoli to relacja też będzie ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Też byłam przekonana, że jesteś na ChFS :) na razie podglądam relacje na YouTube.
    Wisteria cudowna i zazdroszczę Ci ogromnie możliwości jej uprawiania - u mnie jest niestety za zimno i glicynia po zimie potrafi nie przetrwać (choć może kiedyś pokuszę się jeszcze o jedną próbę).
    Cieszę się, że się odezwałaś, brakowało Twoich postów.
    Pozdrawiam, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, niestety w tym roku musiałam zmienić plany i odpuścić CHFS, siła wyższa ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Kasiu, pozbywam się siewek, jak co roku ;). Mam masę aminka visnaga, zwykłych kłosowców, no i werben tradycyjnie, ha, ha. Gdybyś coś chciała, odezwij się na forum albo fb. Pozdrawiam.
    P.S. Brakuje mi Twojej relacji z tegorocznej CHFS...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maritko, niestety za późno trochę zgrałyśmy tą akcję, w przyszłym roku musze się załapać o miesiąc wcześniej na zakupy u Ciebie :-)

      Usuń
  7. Robaczku trafiam do Ciebie z O;) mam pytanie jakiej grubości masz prętny na dachu pergoli? Posadziłam przy swojej dwie glicynie i zastanawiam się jak moje centymetrowe pręty dekoracyjne na dachu sobie poradzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pręty są okrągłe, ok. cm i to wystarcza jako podpory pędów kwitnących - najważniejsze są filary wspierające konstrukcję na których opiera się największy ciężar drzewa, główne konary. Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Kasiu gdzie jesteś? Przecież już róże kwitną! Czekamy na szczegółową fotorelację... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Relacja w przygotowaniu ;-) Doby mi brakuje...

      Usuń
  9. Cześć, taka wisteria to moje marzenie. Jestem początkująca w blogowaniu i "ogródkowaniu" ;) pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko masz miejsce to marzenie można zrealizować bez większego wysiłku - 4-5 lat i będzie ozdobą Twojego ogrodu :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Kasiu, roze juz w pelni kwitnienia, a maj grubo za nami....
    LATO LATO
    duzo slonka:)
    Pat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet róże już przekwitają, ha ha ha...a ja wciąż w lesie z robotą ;-)

      Usuń
  11. hej hej dobrze, że się odezwałaś :*
    brakowało mi wszelkich nowinek z Twojego zaczarowanego ogrodu ale cieszę się, że się już jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Marta! Sama widzisz jak to jest z moimi regularnymi wpisami ;-) Ehhh..życie ;-)

      Usuń
    2. spoko :* zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma teraz wolne ;)
      jakbyś chiała się spotkać to daj znać to z chęcią wpadnę :)

      Usuń
  12. Kasiu, czy bedziesz miala na sprzedaz ostrogowce? Twoje sa koloru rozowego czy czerwonego-wspaniale komponuja sie z rozami. Czekamy na wpis:))
    pozdrawiam

    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sprzedaję roślin, siewki będą wędrować na działkę, ale z ostrogowcami nie powinnaś mieć problemu, są ogólnie dostępne. Do róż trochę zbyt inwazyjne, tworzą silne kępy, kładą się na róże, więc wymagają podpór lub regularnego pilnowania, żeby się zbytnio nie rozpanoszyły. Do wysokich róż i pokaźnych krzewów jednak dadzą radę. Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Wisteria piękna, rzeczywiście szkoda stawiać samochód pod takim daszkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie..raczej hamak ;-) A ten zapach....ehh. Cudo!

      Usuń
  14. Przepiękne zdjęcia. Nieziemskie. <3 Ogród zachwyca. :))

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Ogródek Robaczka , Blogger