niedziela, 10 września 2017

Lawendowe LOVE



Pewnie część z Was ze zdziwieniem przyjęła temat kolejnego posta - lawenda? Przecież mamy końcówkę lata, jesień na horyzoncie... Tak, wiem, że lawenda już dawno przekwitła (choć niektóre krzaczki zdążyły zakwitnąć ponownie!) zapach uleciał z ogrodu, a pszczółki już przerobiły lawendowe pyłki na miodek, ale post musiał dojrzeć do publikacji. Dojrzewał długo ale może przynajmniej dla niektórych będzie ciekawy i zainspiruje Was do sadzenia lawendy wiosną, aby przez kolejne lata cieszyć się z jej uroków.

Odkąd zaczęłam przygodę z ogrodem, lawenda wydawała mi się naturalnym wyborem, bo ma opinię bezobsługowej krzewinki, która przy odpowiedniej glebie i stanowisku może być cenną ozdobą ogrodu, a przy tym sprzymierzeńcem ogrodnika pasjonującego się uprawą róż. Mimo że optymalne warunki uprawy lawendy odbiegają od tych preferowanych przez róże (lawenda naturalnie porasta kamieniste i piaszczyste ziemie południa Europy, a róże zdecydowanie wolą tłuste gliny dobrze zatrzymujące wodę) w duecie wyglądają i radzą sobie zaskakująco dobrze. Poza względami estetycznymi, lawenda działa odstraszająco na mszyce, zatem posadzona jako żywopłocik przy niskich różach może być dodatkowym atutem.

Lawendowa obwódka rabaty różanej 

Zapach wydzielany przez lawendę to jednak przede wszystkim źródło fantastycznej aromaterapii dla ogrodnika! Nic nie działa na mnie tak kojąco, jak spacer wzdłuż lawendowej ścieżki, która przy najmniejszym ruchu wiatru wydziela swój zniewalający zapach! Ba, nawet plewienie w lawendzie to przyjemność, bo odurzona zapachem mogę klęczeć w jednym miejscu kilka minut i delektować się (sic!) wyrywaniem chwastów..tak, tak na mnie działa lawenda! Oczywiście, są tacy, którym kompletnie nie leży zapach lawendy, kojarzony z ciężką wonią wydzielającą się z babcinej szafy, albo gorzej... z toalety! Grhhhh... ;-)



Jestem jednak zdania, że zapach lawendy ogrodowej i ten sztuczny, stosowany w perfumowanych detergentach to dwie różne bajki i nie da się go w żaden sposób porównać. Zostanę więc przy swoim niegasnącym zachwycie dla jej aromatu. Poza olejkami eterycznymi wydzielanymi przez lawendę, warto wspomnieć o innych atutach - to fantastyczny wabik na motyle i pszczoły w ogrodzie, a także inne stworzenia, które korzystają z jej walorów.



Jaszczurki wylegują się na pędach lawendy

Co zatem zrobić, żeby cieszyć się z bujnej lawendy w ogrodzie? Najistotniejsze jest przygotowanie stanowiska, stworzenie warunków możliwie zbliżonych do rodzimych, czyli przepuszczalnej gleby o wapiennym odczynie i słonecznej wystawy. Na piaszczystej ubogiej glebie, jak na mojej nowej działce, lawenda urośnie bez najmniejszego problemu i sadzenie powinno być czystą formalnością. Wsadzić zielonym do góry, podlać i zbierać plony. Jeśli w ogrodzie macie glinę, to wyłącznie powód do radości, bo na takiej ziemi urośnie absolutnie wszystko, ale żeby lawenda polubiła Wasz ogród, trzeba włożyć w proces sadzenia nieco więcej wysiłku. Gdy ja sadziłam lawendowy żywopłocik na brzegu różanej rabaty, wykopałam niewielki rów, który wypełniłam kamieniami (dla warstwy drenażu), popiołem (dla podwyższenia PH gleby) i odrobiną ziemi (w końcu musi w coś zapuścić korzenie ;-)). W tak przygotowane podłoże sadziłam moje lawendy i od kilku lat z powodzeniem rosną w glinie. Co jakiś czas podsypuję ją wapnem lub popiołem i oczywiście regularnie tnę.

Lawenda po wiosennym cięciu
Wiosenne cięcie przeprowadzam zwykle na przełomie marca/kwietnia, w zależności od pogody, wybierając słoneczny dzień. Najlepsze do tego zabiegu są długie nożyce żywopłotowe, ale oczywiście tniecie jak lubicie. Wysokość cięcia zależy od wieku krzewinek, starsze egzemplarze tniemy nieco wyżej uważając, aby nie ciąć pędów całkowicie zdrewniałych bo ich zdolność regeneracji jest mocno ograniczona. Młode przyrosty wyrastają zazwyczaj z krótkopędów, natomiast ze zgrubiałych części krzewu już mniej, więc możemy łatwo oszpecić krzaczek tnąc zbyt nisko. 

Lipcowe cięcie lawendy
Ze względu na to, że u mnie lawenda rośnie w formie niskiego żywopłotu, podczas cięcia staram się zachować kształt walca, ale w przypadku swobodnie rosnących krzewinek warto nadawać jej podczas cięcia kulisty kształt, podcinając nieco niżej pędy dolne i stopniowo pozostawiając wyższe ku górze.



Kolejne cięcie wykonujemy w lipcu, ale precyzyjny timing będzie dyktowany tym, czy mamy w planach jakieś konkretne przeznaczenie dla ciętej lawendy czy też wykonujemy standardowy zabieg pielęgnacyjny. Jeśli tniemy lawendę na bukiety czy wianki, warto wybrać moment szczytu kwitnienia czyli kwiaty powinny być rozwinięte w pełni, ale dobrze, aby jeszcze nie zasychały. Jeśli natomiast widok uwijających się przy niej pszczółek i motyli napawa Was niestygnącym zachwytem i nie macie serca żeby wykosić im stołówkę, to spokojnie czekacie, aż zbiorą pyłki i ścinacie przekwitłe kwiatostany, a przy okazji mamy sporo materiału do wysiewu kolejnych.

Pracowite pszczółki uwijają się przy lawendowym pyłku

Lawenda bez problemu wysiewa się też sama, bez naszego udziału, nawet w takim ogrodzie jak mój gdzie, po pierwsze primo - nie ma centymetra kwadratowego wolnej przestrzeni, a po drugie primo dominuje glina. Lawenda znajduje szczeliny między kamieniami na ścieżce i tam wyrasta bez najmniejszego problemu. Żadnej lawendy z poniższego obrazka nie posadziłam samodzielnie - to wyłącznie siewki.


Ale wracając do lipcowych lawendokosów - bardzo lubię ten moment gdy przez kilka dni z rzędu mogę ciąć lawendę i potem przerabiać ją na różne sposoby. Plotę wianki, robię bukiety, woreczki zapachowe (potpourri) i fusetki, czyli lawendowe wrzeciona z kolorowych wstążek. Wianki plotę na gotowej bazie ze słomy lub jeśli ma być lżejszy, najpierw wyplatam podstawę wianka z pędów winobluszczu i potem przykładam lawendę w mini-bukiecikach, oplatając całość niezbyt grubym drutem florystycznym.

Ścięta lawenda czeka na przerobienie
Tutaj plecie się wianek na drzwi

Jeden już gotowy - ozdobił lustro w salonie
A drugi trafił na drzwi wejściowe
Bukieciki gotowe do suszenia - najlepiej suszyć lawendę w ciemnym,  przewiewnym pomieszczeniu

aromatyczne woreczki można powiesić w garderobie


O fusetkach napiszę kilka słów, bo jeśli jeszcze nie próbowaliście, serdecznie zachęcam! To duża frajda i efektowny, lawendowy souvenir, który potem przypomina nam upalne dni lata. Zaplatamy go z najdłuższych pędów, więc warto sięgnąć po odmiany wyższe, np. Grosso, Provence, Hidcote Giant.

Niezbędnik do wyrobu fusetki - lawenda, wstążki i nożyczki :-)

Dobieramy dowolny kolor wstążki o szerokości do pół centymetra i zaplatamy coś na kształt berła, różdżki. Tutoriale opisujące dokładnie tą technikę zaplatania są powszechnie dostępne, więc nie będę się rozwijać w temacie, ale zachęcam żeby spróbować. Poza niewątpliwie przyjemnymi doznaniami aromatycznymi będziemy mieć interesującą dekorację, a przy tym możemy spędzić przyjemne popołudnie :-) 

Gotowe fusetki
Jeśli mamy już coś dla ducha i oka, to można jeszcze wykorzystać lawendę przygotowując coś dla ciała :-D Ja piekłam maślane ciasteczka z lawendą, przygotowywałam czekoladowe trufle i lawendowe lody, a dla entuzjastów mocniejszych wrażeń - lawendową nalewkę. Możliwości jest wiele, ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Lawendowe ciasteczka maślane

czekoladowe trufle z lawendą

syrop lawendowy
Zachęcam do korzystania z walorów tej uroczej krzewinki, a przede wszystkim do sadzenia jej w ogrodach - nawet jeśli nie będziemy jej zjadać czy ciąć na bukiety, zrobimy niesamowitą przysługę wielu innym stworzeniom. A przy tym możemy do woli fotografować odurzone zapachem trzmiele i motyle...czego chcieć więcej? :-)





11 komentarzy:

  1. Śliczne zdjęcia :) Jak już odkryłam Twoją stronę, to czytam uważnie, bo mam ogródek również na gliniastym podłożu. U mnie lawenda rośnie bez specjalnie przygotowanego podłoża. Na pewno byłaby szczęśliwsza w swoim naturalnym środowisku, ale daje radę i tak jak piszesz, przyciąga głodne owady. Posiadam tylko kilka krzaczków, które posadziłam kilka lat temu na próbę. Moje własne doświadczenia i Twój post utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto posadzić więcej - bardzo podoba mi się Twój żywopłocik, okalając dużą rabatę daje niezwykły, mocny efekt w ogrodzie. Pięknie :) I zdjęcia też śliczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za przemiły komentarz :-)
      Lawenda bywa kojarzona czasem jako delikatna krzewinka z południa Europy, ale jak wynika z naszych doświadczeń, jak tylko się przyjmie, jest nie do zdarcia ;-) Liczę się z tym, że co kilka lat trzeba będzie odmłodzić nasadzenia i wymienić niektóre krzaczki, które mocno zdrewniały, ale i tak stosunkowo niskim nakładem pracy i środków mamy ozdobę na długie lata :-) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Podzielam Twój lawendowy zachwyt :) Uwielbiam jej zapach, kolor, kształt kwiatów i zgadzam się, że sztuczny zapach lawendowy to nie to samo co prawdziwy :) Ja lawendę (susz i olejek, który sami destylujemy) wykorzystuję do mydełek, kremów, soli do kąpieli. Nie dość, że pięknie pachnie to jeszcze ma ekstra właściwości :)
    A swoją drogą, Twoje aranżacje lawendowo-różane przyprawiają o zawrót głowy .. moni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, znam i uwielbiam Twoje lawendowe kosmetyki DIY, są pierwsza klasa! Dzięki za odwiedziny, ja o tej porze roku marzę o takch rabatach trawiastych jak Twoje... Ehh, rozmarzyłam się, może kiedyś ;-)

      Usuń
  3. U mnie na lawendzie można bez obaw dotykać bąki czy trzmiele, są tak 'naćpane'. Lawendę lubię też zimą- my mamy mieszańca miedzy gatunkowego, który zachowuje piękny pokrój cały sezon, niestety znacznie gorzej się regeneruje po podmarznięciu i jest mniej odporny na mróz. Ale pod sniegiem w dużej ilości jego kępy wygladają jak wytłoczki od jajek.
    ładny wpis Kasiu
    Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jankosiu, moje trzmiele też bardzo spolegliwe..dopóki kiedyś nie przygniotłam jednego sięgając do róży w głębi rabaty...ałć, bolało ;-)
      Czy Twój mieszaniec został zidentyfikowany odmianowo?
      Dziękuję za odwiedziny! Pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń
  4. Dzień dobry Kasiu, podziwiam zdjęcia na twoim blogu. Dzisiaj ujęła mnie jaszczurka wygrzewająca się na lawendowym krzewie. Pewnie jej przypasował cudowny zapach. Serdeczności kochana :)
    P.S. Pisz dalej tak cudnie, już masz moją uwagę i serce <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, aż się zarumieniłam ;-)
      Pozdrawiam i zapraszam!

      Usuń
  5. Przeczytałam właśnie Twój wpis na forum, ale odpowiem Ci tutaj, bo nie wiem kiedy znowu zajrzysz na forum ;).
    Przypomnij mi jakie siewki Ci wysyłałam (werbenę pamiętam ;)) i kiedy to było, skoro za rok ma być wcześniej :))). Ja już teraz robię sobie notatki, bo jak widzisz, nie pamiętam, co Ci wysyłałam i kiedy :))). ZApisane nie przepadnie ;). Cieszę się, że cokolwiek przetrwało, może nawet samo się wysieje...
    Pozdrawiam, Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuśka, fajnie, że zajrzałaś :-)
      Siewki wysyłałaś mi w połowie czerwca - jęczmienia grzywiastego, jeżówki, kłosowce i werbeny. Poproszę to samo i cokolwiek innego będziesz mieć w nadmiarze ;-) Termin pewnie ustalimy wiosną, ale zapisz mnie koniecznie w kolejce chętnych :-D Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Mnie jakoś lawenda nie wzrusza, ale apetytu na maślane ciasteczka mi narobiłaś.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Ogródek Robaczka , Blogger