środa, 29 lipca 2020

Bukiety, bukieciki, kompozycje...czyli ogród w domu

Bukiety, bukieciki, kompozycje...czyli ogród w domu
Ten tekst wisiał w poczekalni blisko 2 lata. Tak, to już tyle czasu minęło od ostatniego posta. Ogrodowo jednak niezmiennie dzieje się dużo, tylko czas się kurczy, doba ma za mało godzin i takie tam.. proza życia. Ale miało być o bukietach.
Odkąd zaczęłam aktywnie działać ogrodowo, naturalnym wystrojem letniego salonu były dla mnie kwiaty z ogrodu. Nie mam żadnych skrupułów żeby ciąć róże, tulipany czy byliny w szczycie kwitnienia, a wręcz wyczekuję na ten moment z utęsknieniem. W ponury, deszczowy dzień, gdy nie możemy korzystać z uroków kwitnących rabat, nie ma nic przyjemniejszego niż widok kwiatów na stole. Oczywiście, można kwiaty kupować, a jeszcze lepiej - dostawać, ale świadomość, że możemy każdego dnia swobodnie zrywać świeże kwiaty z ogrodu, jest bezcenna. Dlatego kiedy tylko mam okazję, przynoszę ogród do domu i korzystam z bogatego asortymentu przydomowej kwiaciarni.  Czasem wystarczy jedna gałązka, aby wprowadzić przyjemny nastrój i oczywiście zapach! Żadna róża kupiona w kwiaciarni nie będzie tak upojnie pachnieć jak ta ścięta o poranku w ogrodzie.

Charlotte, D. Austin, 1994

Często też ścinam róże przed zapowiadanym deszczem, który potrafi być bezlitosny, szczególnie dla angielek w pełnym rozkwicie. Zamiast zbierać nędzne resztki z trawnika, wolę przedłużyć ich żywot w wazonie na stole. Róże w zasadzie nie wymagają dodatków i prezentują się uroczo niemal w każdym zestawie kolorystycznym, ale czasem eksperymentuję i komponuję je z bylinami, np. limonkowy przywrotnik wydobywa ze jeszcze więcej słońca i świeżości z angieleczki Graham Thomas.

Graham Thomas
różany mix z barbulą
Chippendale

Najczęściej tnę sekatorem jak leci i bez szczególnego nabożeństwa wkładam kwiaty do wazonu, ale czasem bawię się kompozycją i układam je w gąbce florystycznej, nasiąkniętej wcześniej solidnie wodą. Takie bukiety są zdecydowanie trwalsze, w zależności od wykorzystanych gatunków cieszą zmysły nawet do dwóch tygodni.


Naparstnice są fajnym akcentem pionowym w takiej sielskiej kompozycji, nadają jej przestrzenności, jakby dodatkowego wymiaru. Tutaj dołożyłam też przekwitły kwiatostan czosnku, złocienie, jarzmianki, szałwię, przywrotniki i dzwonki brzoskwinolistne. Akurat ten koszyczek stał w salonie ponad tydzień, więc koniecznie do powtórki.

Kwiaty dobieram najczęściej przypadkowo, wybieram spośród tego co akurat kwitnie, zwykle w pastelach bo najłatwiej je skomponować w bukiecie, ale jeśli mam ochotę zaszaleć z kolorami to kompozycję zaczynam od naczynia. Jeśli ma to być bukiet na stół to zwykle powinien być atrakcyjny z każdej strony, niezbyt wysoki, w stosunkowo płaskim naczyniu. Rustykalny koszyczek aż się prosił o swobodną, sielską kompozycję, ale np. porcelanowa patera to inna inszość. Wybrałam kontrastowe zestawienie róż i drobne dodatki, - lawendy, traw, bluszczy i hortensji.






W tej samej wazie, wiosną zrobiłam kompozycję biało-fioletową. Chciałam wykorzystać ostatnie papuzie tulipany, do tego upojnie pachnące bzy i czosnki 'Purple Sensation'. Dołożyłam kokoryczkę, paprocie, trzmielinę i niezapominajki.




























Poniżej historia powstania jednego bukietu. Zaczęło się od..wypadu na giełdę po "same niezbędne rzeczy" i zakupu ciężkiego wazonu z kamionki, idealnego do masywniejszych kompozycji na stół. Ze względu na wielkość i masę naczynia, zdecydowałam się na kompozycję na planie trójkąta. Zaczęłam od wyższego akcentu - gałązka akacji była idealna. U podstawy wsadziłam szersze kwiaty, baldaszki aminka są przepiękne, są świetnym, neutralnym wypełniaczem i bardzo długo utrzymują się w kompozycjach. Do tego kilka gałązek hortensji bukietowej odmiany 'Grandiflora' i liście hosty.



Do białych kwiatów pasował jakiś mocniejszy akcent kolorystyczny, więc wybrałam jeżówki odmiany 'Glowing Dream'...



Jako że akurat kwitły kłosowce "Black Adder", to również trafiły do kompozycji. Dzięki podłużnym kwiatom zyskałam troszkę inną formę, na przełamanie płaskich baldaszków aminka. Róże jakoś same pchały się pod sekator ;-) Tutaj odmiana Eden Rose.


Z racji późnego lata, do wazonu trafiły jeszcze sierpniowe akcenty -  pojedyncze kłosy rozplenicy, zawilce 'September Charm' i dichondra 'Silver Falls' i liście hosty. W tej kompozycji najtrwalsze okazały się jeżówki i kłosowce - pięknie się zasuszyły i po tygodniu wymieniłam tylko róże na świeże, a kompozycja utrzymała wygląd jeszcze przez kolejny tydzień.
W tym samym naczyniu zrobiłam później kompozycję z róż odmiany 'First Lady'. Był późny wrzesień, zapowiadali deszczowy tydzień, a "First Lady' wyjątkowo źle znosi długotrwałe opady. Ciasno zasklepione kielichy kwiatów gniją od deszczu, więc żeby przedłużyć ich piękno, wykorzystałam kilka w kompozycji. Werbena patagońska, aminek i pędy traw uzupełniły bukiet.






Jeżówki świetnie się nadają do kompozycji nawet po przekwitnięciu - same koszyczki są ozdobą! Dlatego warto je zostawić na rabatach na zimę. Otulone szronem są pięknym akcentem architektonicznym bylinowej rabaty.

Ale wracając do kompozycji w pojemnikach - jeżówki pozbawione płatków wyglądają równie ciekawie! W kolejnej kompozycji wykorzystałam koszyczki dużej jeżówki białej i białego kłosowca, a do tego róże odmiany Aspirin Rose i biało obrzeżone pędy barwinka i trzmieliny pnącej.
Jarzmianki, przetaczniki, aminek i .. róże, tutaj z odmiany 'Charles Austin'.
Inna fajna opcja na wykorzystanie darów ogrodu i okolicznych łąk to fantastyczne kwiatowe wianki, ale to temat na kolejną opowieść...









Copyright © 2016 Ogródek Robaczka , Blogger